Wegetarianizm- dojrzewanie do decyzji (Vege po 40stce)

Niestety coś mi nie wyszło z tym częstszym pisaniem ;) W zasadzie zawodowo i służbowo jest u mnie teraz tak, że mogę pisać albo rzadko albo wcale, więc ostatecznie wybieram tą pierwszą opcję ;) Pocieszające jest to, że występuje jednak w tym moim pisaniu jakaś cykliczność, no i że moje z serca płynące przemyślenia może jednak się komuś kiedyś przydadzą, bez względu na to, czy pojawią się w cyklu tygodniowym czy miesięcznym (niestety ;)

Dzisiaj będzie trochę poważniej, bo i tematy poważniejsze. Ale obiecuję, że lekka forma powróci :)

DOJRZEWAMY DO DECYZJI

Czyli jak to się stało że przeszłam na wegetarianizm i dlaczego trwało to tyle czasu ;)

Decyzja o przejściu na wegetarianizm nie była w moim przypadku nagłym olśnieniem, czy spontaniczną reakcją. To raczej długotrwałe dojrzewanie, mozaika wielu życiowych zdarzeń, obrazów i informacji, a także emocje jakie zapadły mi w pamięci, a potem narastały we mnie przez wiele lat. To oczywiście również zasługa mojej córki weganki (której już ostatnio za dużo posłodziłam, więc tym razem odpuszczę ;), która prowadziła z nami interesujące i bardzo inspirujące dyskusje, skłaniające nas ostatecznie do refleksji i zmian na lepsze.

Gdyby ktoś zapytał mnie, który argument zadecydował ostatecznie i wpłynął na mnie tak, że po 40-stce zdecydowałam się dokonać w swoim życiu rewolucji żywieniowej ? to w moim przypadku było to zdrowie. Po pierwsze i najważniejsze. Być może dlatego, że coraz bardziej było z nim krucho ;) Od tego się wszystko zaczęlo, od mojego zainteresowania zdrowym odżywianiem, dopiero potem doszła wiedza bardziej szczegółowa, dotycząca przemysłowej hodowli zwierząt i naprawdę okrutnej (to mało powiedziane) eksploatacji bezbronnych, odczuwających takie emocje jak my ? zwierząt.

Zastanawiałam się naprawdę dość długo jak napisać to, co chcę wyrazić ? tyle już napisano na ten temat ksiażek, artykułów, są wspaniałe portale poświęcone tej tematyce. Z drugiej strony jak pisać o rzeczach koszmarnych (a takim koszmarem jest przecież przemysłowa hodowla zwierząt i ?produkcja? mięsa) w sposób wymowny, ale przystępny, dający do myślenia, ale nie epatujący okrucieństwem. Nie wiem czy zadanie którego sie podjęłam jest proste, ale spróbuję napisać to co mi na sercu leży i nie zamęczyć tematem. Ułatwi mi to odwołanie się do wielu innych, bardzo interesujących źródeł. Ci którzy są obeznani w temacie być może rzucą na to okiem z innej perspektywy, pozostałych może zainteresuję tematem, skłonię do refleksji.

Poniżej najważniejsze dla mnie kroki milowe ? to, co sprawiło, że postanowiłam zmienić rewolucyjnie swój sposób życia i żywienia, tak by żyć świadomie, z czystym sumieniem, zdrowo i szczęśliwie ;)

A było to tak.. W poszukiwaniu zdrowia i w obawie przed rakiem.

Czy zastanawia Was czasem dlaczego niemal wszyscy wokół chorują na raka? Bo mnie jakiś czas temu zastanowiło to głeboko. Może dlatego że jestem z grupy zwiększonego ryzyka, moja babcia i ciocia zmarły na raka piersi, kilka osób bliższych mi i dalszych również pokonał rak. Patrząc tylko z perspektywy mojej rodziny i najbliższego otoczenia ? problem staje się palący, można rzec cywilizacyjny. Coraz więcej i głośniej alarmuje się, że problem zachorowalności na raka nabiera wymiaru epidemii. Postanowiłam sprawie przyjrzeć się bliżej, zgodnie z zasadą, że przyjaciół trzeba mieć blisko a wrogów jeszcze bliżej ;) Dlatego też sięgnęłam po naprawdę ciekawą książkę ?Dieta Antyrak. Nowy Styl Życia? (dr David Servan-Schreiber). Autor książki, uznany lekarz i naukowiec w wieku ok. 30 lat zachorował na raka mózgu. Przeżył 2 operacje, nawrót choroby i 13-miesięczną chemioterapię. To zmieniło jego życie w sposób diametralny. Z wrodzoną naukowcom wnikliwością zajął się tematem, przeanalizował go pod kątem naukowym i odkrył, że nad rakiem można zapanować ? uwaga – za pomocą diety oraz stylu życia, stymulujących naturalne mechanizmy obronne organizmu (!) Nie zamierzam szerzej się rozpisywać na ten temat, choć na pewno warto ? napiszę tylko to, co na mnie zrobiło największe wrażenie. Autor książki podważył (naukowo oczywiście) genetyczne uwarunkowania tej choroby i udowodnił, że rak związany jest po pierwsze i najważniejsze ? ze sposobem odżywiania, po drugie – ze sposobem w jakim żyjemy (stres pośpiech itd) oraz po trzecie – z zanieczyszczeniem środowiska naturalnego i chemizacją naszego otoczenia.

Mówiąc bardzo skrótowo – szerzący się w epidemicznym tempie rak to choroba ludzi bogatych, rozprzestrzeniająca się w krajach wysoko rozwiniętych. Rak żywi się i stymuluje stanem zapalnym, który z kolei wywoływany jest przez trzy najważniejsze składniki: oczyszczony cukier, oczyszczoną mąkę i tłuszcze (nasycone kwasy tłuszczowe, kwasy omega 6 i kwasy tłuszczowe typu trans). A więc jeszcze raz ? trzy podstawowe składniki, na których oparta jest przecież współczesna dieta krajów wysokorozwinięych ? sprzyjają rozwojowi raka. Te wszystkie bułeczki, makarony, ciasta, tarty, słodycze, wszystko smażone w głębokim tłuszczu, zaczynając od frytek, mięsa, po ciasteczka (w Mc Donald`s), popijane słodkimi napojami itd.

W książce tej autor ostatecznie sugeruje, jak komponować optymalną dietę antyrakową, co ograniczyć a czego unikać. Odrzuca tradycyjną kuchnię europejską, zalecając kuchnię śródziemnomorską, indyjską i azjatycką. Na koniec jeszcze cytat z tej książki: ?Dieta antyrakowa skomponowana jest głównie z warzyw (także suszonych), do których dodaje się oliwę z oliwek (lub olej lniany, masło ekologiczne), czosnek, zioła i przyprawy. W przeciwieństwie do typowej diety europejskiej, mięso i owoce stanowią jedynie opcję i pełnią rolę dodatku smakowego?.

To odkrycie zadziwiło mnie i zastanowiło. Czy w takim razie możliwe jest uniknięcie raka za pomocą najprostszego z możliwych sposobów ? to znaczy za pomocą odpowiednio ułożonej diety?

Powyższe skłoniło mnie do dalszych poszukiwań. I w ten sposób dotarłam do kolejnej książki, która zasadniczo zmieniła w sposób przełomowy mój sposób myślenia o sposobie odżywiania. To książka, którą polecam równie gorąco. ?Nowoczesne zasady odżywiania? (T.Colin Campbell i Thomas M.Campbell II). Książka ma wymowny podtytuł ? ?Przełomowe badanie wpływu żywienia na zdrowie?. Oryginalny tytuł tej książki brzmi ?The China Study?, opisuje bowiem 20 lat badań przeprowadzonych z udziałem 6,5 tysiąca osób zamieszkałych w 65 chińskich i tajskich prowincjach. Autor porównał opartą główie na roślinach dietę badanych osób z bogatą w mięso i nabiał dietą Zachodu. Jest to najbardziej spektakularne i największe na świecie badanie, dotyczące wpływu odżywiania na zdrowie.

Teza postawiona w tej książce jest jak dla mnie rewolucyjna ? bezsprzecznie udowodniono, że produkty pochodzenia zwierzęcego (a więc nabiał, mięso) są odpowiedzialne za coraz częstsze występowanie chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby serca, cukrzyca, otyłość, nowotwory, choroba Alzheimera.

Autor książki udowodnił ponad wszelką wątpliwość bezpośredni i bardzo silny wpływ białka zwierzęcego na rozwój nowotworów. Do tego stopnia, że zmieniając ilość białka w diecie można raka ?włączać? lub ?wyłączać?, stosując naprzemian dietę wysoko lub niskobiałkową.

Na podstawie badań naukowych wyciągnięto wniosek, że osoby, które odżywiają się na bazie roślinnej i unikają produktów pochodzenia zwierzęcego takich m.in. jak wołowina, wieprzowina, drób, jaja, ser i mleko, dodatkowo zmniejszając spożycie żywności przetworzonej i rafinowanych węglowodanów ? są w stanie ograniczyć lub zahamować rozwój chorób przewlekłych.

Na marginesie dodam, że autor książki dr Campbell ? wychowany na amerykańskiej farmie hodowców krów, w oparciu o kult białka zwierzęcego i mleka krowiego ? żywi się obecnie razem z całą rodziną , łącznie z wnukami, zgodnie z zasadami diety opartej na warzywach.

Książka poparta jest niezliczonymi dowodami ? znajduje się w niej ponad 750 odwołań do publikacji naukowych. Trudno ją zignorować i nadal uważać, że mięso jest zdrowe.

Powyższe książki stanowiły dla mnie kroki milowe, zmieniające moją świadomość i moje myślenie o odżywianiu. Jest to niezwykłe dla mnie odkrycie. Skoro cytując za autorem książki ?tysiące ludzi umiera na raka, a mnóstwo umiera w męczarniach, wycieńczonych długotrwałą chemioterapią i wyniszczeniem organizmu. Skoro boimy się raka bardziej niż jakiejkolwiek innej choroby, a wizja powolnego i bardzo bolesnego zabijania przez nowotwór jest dla nas przerażająca?. Skoro mega gwiazda światowej kinematografii, symbol kobiecości i sexapilu, Angelina Jolie podjęła desperacką decyzję usunięcia obu piersi, by ograniczyć do minimum ryzyko zachorowania na raka. Więc skoro istnieją niezbite dowody naukowe na to, że wystarczy zmienić sposób odżywiania, by zapobiec rakowi i wielu groźnym chorobom cywilizacyjnym, a w sytuacji zachorowania na raka ? odpowiednią dietą można zahamować rozwój choroby i powstrzymać jej nawrót. Skoro tak, to dlaczego tego nie zrobić??? W tej sytuacji, mając dostęp do tych informacji i obecnej wiedzy, opartej na faktach naukowych – wydaje mi się rzeczą wręcz nieodpowiedzialną w stosunku do samego siebie i swoich najbliższych ? by tkwić nadal w dotychczasowym, starym i siejącym wszelakie choroby sposobie odżywiania.

Świadome dręczenie zwierząt jest grzechem

Rzeczą która stała się dla mnie ostatecznym impulsem do dokonania zmian w swoim życiu, był niezwykle interesujący i inspirujący wykład Gary`ego Yourofsky – jednego z najbardziej odważnych i radykalnych obrońców praw zwierząt. To on całkowicie otworzył mi oczy na problem okrutnej eksploatacji bezbronnych zwierząt hodowlanych, które są przecież podobnie jak nasze ukochane psy czy koty ? zdolne do odczuwania emocji.

Zdaniem Gary`ego Yourofsky nie ma czegoś takiego jak humanitarna rzeź niewinnych zwierząt, podobnie jak nie można mówić o humanitarnym gwałcie czy humanitarnym molestowaniu dzieci. Czas otworzyć oczy i odkryć co kryje się pod pojęciem cielęciny. Czy nie są to zabite małe bezbronne cielaczki? Podobnie jagnięcina, konina.

Rzeźnia ? czy to nie miejsce w którym masowo morduje się bezbronne zwierzęta? Miejsce nad którym unoszą się ?przeraźliwe ryki tysięcy niewinnych, bezbronnych istot?.

Następna rzecz – ubój rytualny ? w XXI wieku rzecz nie do pomyślenia. Zwierzęta są unieruchamiane, nacinane są obie tętnice i wykrwawiają się w strasznych torturach i męczarniach, w pełni świadome, bez ogłuszania. To długa i pełna cierpienia agonia. Barbarzyństwo. Widziałam niestety film z tego rodzaju aktu, są to rzeczy których się nie zapomina. Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe ale Polska jest liderem w ?produkcji? mięsa rytualnego. Paradoksalnie zwierzęta zabijane są w ten sposób z powodów ?religijnych?, gdzie podstawowym przecież, fundamentalnym przykazaniem każdej religii jest ?nie zabijaj?.

Czy wiemy jak powstaje mleko? Krowa musi być cały czas cielna, by powstawało mleko, po urodzeniu cielaki się zabija, krowy po kilku ciążach czeka podobny los. Matki pozbawione macierzyństwa, dzieci pozbawione przyszłości, zwierzęta maksymalnie eksploatowane i ostatecznie okrutnie zabijane. Tuczone ponad wszelką miarę, faszerowane sterydami, antybiotykami, hormonami. Przewożone często w strasznych warunkach do ubojni. Czy jechaliście kiedyś samochodem za tirem pełnym zwierząt, towarzysząc im chcąc niechcąc w ich ostatniej podróży? Ja kilkakrotnie, obserwując ze smutkiem tir naszpikowany wystającymi po bokach sztywnymi łapami, piórami; na samochód sfruwały nam fragmenty piór i pierza. Jechałam kiedyś również za stalowym kontenerem pełnym zwierząt w 40-stopniowym upale na rozgrzanej do czerwoności, nieocienionej szosie.

Życie jest pierwszym darem, miłość drugim, zrozumienie ? trzecim

Problem przemysłowej hodowli zwierząt na mięso, a następnie ich masowe zabijanie, często określane jest mianem ?wiecznej Treblinki?, czy ?Holocaustu?, właśnie z powodu nieustającego dręczenia i eksterminacji zwierząt, uprawianych na masową i coraz większą skalę.

Pozwolę sobie zacytować bardzo wymowny fragment książki ?Wieczna Treblinka? (Charles Patterson).

?Wychowywałem się i spędziłem większość mojego dorosłego życia w społeczeństwie, w którym zinstytucjonalizowana przemoc wobec zwierząt jest oczywiście na porządku dziennym. Przez długi czas nigdy nie przychodziło mi na myśl, aby kwestionować czy poddawać w wątpliwość praktyki i mentalność jaka za tym stoi. Działacz społeczny i obrońca zwierząt, Steven Simmons napisał: „Zwierzęta są niewinnymi ofiarami panującego na świecie poglądu, który zakłada, że życie niektórych stworzeń jest bardziej wartościowe od innych, że silni są upoważnieni do wykorzystywania słabszych i że słaby musi być poświęcony dla wyższego dobra”. Gdy zdałem sobie sprawę, że takie właśnie poglądy mieli sprawcy holocaustu, zacząłem się dopatrywać związków i analogii, które są tematem tej książki. ?

I dalej jeszcze kilka zdań: ?Hitler oświadczył: „Ten, kto nie posiada siły, traci prawo do życia”. Pogląd ten nie znalazł nigdzie tak podatnej gleby jak w nowoczesnej Ameryce, gdzie każdego dnia miliony jagniąt, cieląt, świń, kurczaków, krów, koni i innych zwierząt – większość z nich bardzo, bardzo młodych i wszystkie niewinne – są transportowane na rzeź, by trafić na talerze panów i władców wszystkich stworzeń. Dlaczego? Ponieważ one nie potrafią się bronić przed tymi, którzy je zabijają i zjadają, i ponieważ jest tak mało ludzi chcących stanąć w ich obronie. Wzmagane przez ignorancję, obojętność i bezmyślny zwyczaj, który sięga prymitywnych początków naszej cywilizacji, maltretowanie i eksploatowanie zwierząt przez nasze społeczeństwo wydaje się w beznadziejny sposób nie mieć końca. Dobrą wiadomością może być to, że wciąż rosnąca liczba ludzi mówi „nie” wobec rzezi i wszystkiego, co ma z nią związek. ?

Bezmiar tragedii i nieszczęść, morze niewinnej krwi. Nie sposób wszystkiego wymienić, nie sposób o wszystkim napisać. Jeśli zbierzecie się kiedykowiek na odwagę wpiszcie w Google zwrot ?ubój rytualny?, wybierzcie następnie opcję ?Images?. Obrazy są bardziej wymowne niż jakiekolwiek referaty i wykłady. Wpiszcie również ?ubój?, ?rzeźnia?. Czy macie odwagę? W imię czego zabijamy te zwierzęta? Czy na pewno dla zdrowia?

Niech pokarm będzie Twoim lekiem a lekarstwo Twoim pokarmem. Hipokrates.

W swych poszukiwaniach dobrego i zdrowego odżywiania ? przeszłam długą drogę. Zaczęłam od zupy mlecznej na śniadania i obowiązkowo kotleta na obiad ;) Potem szukałam dalej, otarłam się o dziczyznę, wyroby wędliniarskie produkowane ?domowym? sposobem (tak tłuste i uwędzone, że przez kolejne 2 dni stały na żołądku). Próbowałam kupować bardzo drogie wędliny, sama piec mięsa i kupować jajka od ?szczęśliwych? kurek. Kupowałam najdroższą białą kiełbasę na święta, która podczas gotowania powodowała, że woda w garnku stawała się intensywnie różowo-fioletowa. Jednocześnie miałam coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem, z układem trawiennym, leki niestety nie pomagały, albo pomagały chwilowo.

W końcu dotarłam do miejsca, w którym jestem obecnie i stwierdzam że jest mi z tym bardzo bardzo dobrze :) Stałam się wegetarianką z mocnym skrętem w kierunku weganizmu i bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna wszystkim okolicznościom życiowym i wszystkim osobom, które przyczyniły się do tego stanu rzeczy :)

Podsumowując wszystko co wcześniej napisałam. Co możemy zyskać a co stracić przechodząc na dietę wegetariańską? Zyskujemy niewątpliwie:

1. Zdrowie. Dieta roślinna zapewnia dłuższe i zdrowsze życie, optymalną wagę, świetną sylwetkę. Zapobiega przewlekłym chorobom tzw. cywilizacyjnym takim jak rak, choroby wieku podeszłego, miażdżyca, choroby wieńcowe, cukrzyca, choroby układu pokarmowego.

2. Czyste i spokojne sumienie, radość życia. Wegetarianie i weganie kochają świat, ludzi i zwierzęta. Nie przyczyniają się do okrucieństwa w stosunku do zwierząt.

3. Odciążamy środowisko naturalne od kompletnej degradacji i dewastacji, do czego przyczynia się niestety przemysłowa hodowla zwierząt.

Opierając się na obserwacjach siebie i najbliższych mi osób z mojej rodziny w okresie zaledwie roku od zmiany diety (w przypadku Diany czas ten jest dłuższy) – mogę stwierdzić, że zmiana diety na roślinną spowodowała u nas następujące zmiany:

1. Znikły wszystkie nasze problemy związane z układem pokarmowym. Pisałam szerzej o tym wcześniej ? ostra nietolerancja mleka i produktów mlecznych, zgaga, refluks, nieustające gazy (wzdęcia); ostre biegunki, zwłaszcza bezpośrednio po jedzeniu; silne bóle brzucha (również po jedzeniu); nadżerki żołądka i jelit; wszystkie objawy związane z zespołem jelita drażliwego. Organizm wyciszył się i uspokoił. A więc znikło wszystko to, co w sposób kompletnie destrukcyjny potrafi uprzykrzyć życie i uczynić je tak bardzo uciążliwym.

2. Zaburzenia odżywiania ? problem znikł, sprawy się uregulowały, być może Diana będzie chciała kiedyś o tym napisać.

3. Waga obniżyła i ustabilizowała się. Spadła nadwaga, sylwetka wyszczuplała, no i mały bonus dodatkowy ? bardzo zmniejszył się cellulit.To dla mnie osobiście duża i przyjemna niespodzianka, zawsze czytałam że cellulit powinno leczyć się zaczynając od talerza, w ten sposób dotykamy źródła problemu ? kremy łagodzą tylko objawy ;)

No i na koniec ? co możemy stracić? :) :) To w sumie zabawne ? też bardzo dużo :) Tracimy niespodzianki w postaci soli drogowej w chlebie i mięsie; tracimy barwniki, polepszacze, emulgatory, rozliczne komponenty chemiczne o tajemniczo brzmiących nazwach, hormony, sterydy, dodatkowo bardzo silne antybiotyki jakimi faszeruje się mięso. Co jeszcze możemy stracić? Pewnie dowiemy się tego przy okazji najbliższego skandalu medialnego, jaki wypłynie z któregoś zakładu produkcyjnego, przy pomocy dziennikarzy i ich ukrytych kamer. Ostatnie doniesienia ? to konina w mięsie, ?produkowanie? mięsa z padłych, chorych, naszpikowanych lekami i będących w stanie agonalnym zwierząt.

To już poza mną. Mnie to nie dotyczy. Mogę cieszyć się powrotem utraconego zdrowia, czystym sumieniem i dobrym samopoczuciem; no i mieć przekonanie że karmię swój organizm tylko tym co dla niego najlepsze.

Jakiś czas temu wracaliśmy z mężem do domu wieczorem, głodni i zmęczeni. I wtedy poczuliśmy ten zapach roznoszący się na klatce. Zapach z dzieciństwa ? domowego gulaszu, podawanego z ziemniakami, koperkiem i korniszonem ;) Spojrzeliśmy na siebie rozbawieni i jednocześnie zaczęliśmy się śmiać. Tak, to jest to co straciliśmy, ale czy można nazwać to stratą w obliczu tego wszystkiego co zyskaliśmy? :)

Jola

36 myśli o “Wegetarianizm- dojrzewanie do decyzji (Vege po 40stce)

  1. Mad mówi:

    Następny głos, który przekonuje mnie, że wegetarianizm to za mało. Dojrzewam do weganizmu i przekonuję się coraz bardziej, że to możliwe :) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten wpis!

  2. Krysia 61 mówi:

    Warzywa i owoce powinny być zdrowe dla naszego organizmu , ale czy tak jest naprawdę? Wiemy, że stosowane są pestycydy i różnego rodzaju chemiczne opryski …aż ręce opadają! I jak tu się odżywiać zdrowo?

    • Diana mówi:

      Nie wątpię, że w powszechnie dostępnych warzywach i owocach jest dużo chemii i pestycydów. Ale mimo wszystko- ile osób w szpitalach ląduje przez zatrucie ciężkimi związkami z warzyw, a ile na miażdżycę, cukrzycę i nadciśnienie (za które są odpowiedzialne głównie mięso, tłusty nabiał i wysoko przetworzone produkty zbożowe)? Myślę, że odpowiedź jest prosta :)

    • kubarlov mówi:

      Więc wyobraź sobie, że w mięsie te substancje są wielokrotnie skumulowane, bo zwierzęta hodowlane też to jedzą w marnej jakości paszy… Wybór diety wegetariańskiej możesz nazwać mniejszym złem po prostu…

      • Diana mówi:

        Może. Ale też jeśli ktoś się tak boi pestycydów, oprysków i metali ciężkich, to wystarczy wybierać żywność organiczną, ekologiczną. Albo kupować od sprawdzonych dostawców na targu, a nie w hipermarkecie :)

  3. patryk mówi:

    Gratuluje córki , jeśli ona panią przekonała do tego, ponieważ zapewne ona podsyłała pani te książki, które w dzisiejszym świecie każdy może wydać , a przytaczanie faktów „niby rzetelnie przeprowadzonych obserwacji czy doświadczeń” jest kpiną, ponieważ każdy może pisać co mu się żywnie podoba, nie mając odpowiedniej wiedzy. Studiując analitykę medyczną mogę panią uświadomić iż rak ujawnia się z powodów tego że mamy predyspozycje do jego pojawienia się, ponieważ komórki nasze mogą być wrażliwe na mutacje i czynniki mutagenne z naszego środowiska co jestem zmuszony zdementować to co napisała pani powyżej i żadna dieta ich nie zmniejszy ani nie zwiększa bo jest to uwarunkowane genetycznie owszem, można zmniejszyć ryzyko zmniejszając mutagenny środowiskowe, pisze pani powołując się na autora że mięso jest przyczyną rakotwórczych mam pytanie z czego by to miało niby wynikać , jeśli zwierzęta zjadają rośliny,które kumulują zanieczyszczenia a zwłaszcza herbicydy i inne nawozy, to niby jak jedząc rośliny nie jesteśmy narażeni na raka, jeśli w roślinach związki występują benzen i jego pochodne. Następnie pisze pani ze przeprowadzone badania nad mieszkańcami prowincji Chin na diecie roślinnej mniej mieli chorób przewlekłych tylko zdaje sobie pani ze nasza kultura żywieniowa różni się diametralnie i to od tysięcy lat, wiec nie można porównywać tego w ten sposób bo każdy nasz organizm jest przyzwyczajony do innej diety, wiec tak samo nie można powiedzieć, że da Finlandczyka będzie dieta śródziemnomorska zdrowsza niż ich własna, ponieważ są to dwa rożne klimaty i diety ich są dopasowane do trybu życia i warunków środowiskowych. Tak samo owszem rośliny w naszej diecie są ważne ponieważ są „czyścicielami” naszych jelit, ponieważ posiadają w ścianach komórek celuloz czyli ulubiony co niektórych zdrowy błonnik, owszem dieta zawierająca błonnik jest potrzebna ponieważ jak powyżej napisałem czyści nasze jelita z odpadków zalegających , które mogą powodować przez dłuższe zaleganie powstawanie wrzodów jelita co następnie może doprowadzić do raka jelita, tylko że rośliny mają być dodatkowo ponieważ owszem maja białko ale możemy je tylko zastąpić po części dlatego iż nasz organizm nie jest przystosowany do takiej diety :
    -po pierwsze mamy prosty żołądek zbliżony do żołądków drapieżców nie jak roślinożercy np.krowa żołądek składający się z 4 części
    – po drugie roślinożercy posiadają w swoim układzie pokarmowym bakterie celulozowe, które pokarm roślinny wcześniej przemielony prze żołądek jest łatwiejszy do rozłożenia prze te bakterie, niestety ale człowiek nie posiada takiej maszynerii i ewolucja nas w to nie zaopatrzyła
    -tak samo nasze jelita są o wiele krótsze od jeśli to roślinożerców dzięki którym mogą one wychwycić w powolnym trawieniu wszystkie składniki bo droga ujścia ich jest o wiele dłuższa u nas po prostu to przez jelita przelatuje tylko częściowo jest wykorzystane
    dlatego jesteśmy bardziej zbliżeni do drapieżników którzy maja krótsze niż my jelita , mięso jest szybciej rozkładane dlatego szybciej się wchłania w przeciwieństwie do przelatującego pożywienia roślinnego
    podsumowując jesteśmy przystosowani do jedzeni zwierzęcego pokarmu a pokarm roślinny jest dodatkowym pokarmem uzupełniającym nasza dietę pozwalając w razie braku mięsa przeżyć jakiś czas
    Ostatnie co chciałbym stwierdzić, iż dużo osób popada w paranoje oglądając programy i czytając książki pseudonaukowe, myślą że to co mówi telewizja , prasa czy książki biorą dosłownie i stosują się do czegoś np. naukowcy stwierdzili fasola jest zdrowa, to ta pani je fasole bo jest zdrowa ,po kilku latach naukowcy stwierdzają po przeprowadzeniu najnowszych badań ze fasola nie jest zdrowa co powoduje ze ta pani nie je fasoli, po następnych kilku latach znowu naukowcy uważają ze jest zdrowa i pani znowu zaczyna jeść , jest to przykład w jak sposób niektórzy ludzie są podatni na wszystko co im się powie i można nimi łatwo kierować wystarczy powiedzieć ze jest zdrowe podać kilka nazwisk popierających ten pogląd np dr. X powiedział to i to , dr. Y powiedział to i ta i my wierzymy ze tak jest bo ma z przodu dr. chociaż tych osób w ogóle nie znamy i nie rozpoznajemy , a żadne z nich nie ma kwalifikacji , bo dr.X – geologiem dr.Y- pedagog. Podsumowując ewolucja stworzyła nas tak nie inaczej, a nasza dieta odpowiada naszemu klimatowi, i nie trzeba wyłączać pokarmu zwierzęcego bo odpowiednio przygotowane jest zdrowe tak samo jak źle przygotowany pokarm roślinny może szkodzić, i błagam nie powoływać się na to co piszą pseudonaukowcy tylko, popatrzeć na to własnym zdrowym rozsądkiem, czy nasi pradziadkowie wymyślali takie rzeczy jak weganizm czy wegetarianizm, i czy byli bardziej chorowici z tego powodu , lepiej wrócić do tradycyjnej kuchni, niż być podatnymi na osoby które czatują tylko na to żeby na nas zarobić kasę wciskając że jest eko przyklejając nalepkę na produkty te same co bez tej nalepki.

    • Diana mówi:

      To prawda, że każdy może pisać co mu się żywnie podoba, na każdy temat, na jaki ma ochotę, ale wszystkie informacje tutaj zebrane były z literatury, która jest na tyle uznana w świecie nauki, że stała się podręcznikami na Uniwersytecie Medycznym (gdzie studiuję dietetykę).
      Pana teza na temat braku wpływu diety na rozwój nowotworów jest absolutnie błędna. Proszę się zapoznać z Raportem World Cancer Resarch Fund z 2007r, a okaże się, że dieta wegetariańska zmniejsza ryzyko nowotworów jamy ustnej, płuc, przełyku i żołądka. Książka China Study, w której jest mowa o zmniejszeniu ryzyka raka jelita grubego przez dietę roślinną, także jest literaturą, którą posługuję się na swoich studiach.
      Pisząc, że dla Finlandczyka dieta śródziemnomorska nie będzie zdrowsza, niż ich własna, osobiście uważam, że dowodzi Pan ignorancji w tym temacie. W latach 1972-1992 został przeprowadzony program profilaktyczny („Północna Karelia”) w kraju, o którym Pan wspomniał. Polegał on, ogólnie mówiąc, na wprowadzeniu na skalę krajową zmian w żywieniu, próbując wcielić do codziennego żywienia najważniejsze postanowienia diety śródziemnomorskiej. Efektem tego projektu był 70% (!) spadek umieralności na choroby układu krążenia.
      Co do długości jelita- nie jesteśmy ani typowymi mięsożercami, ani roślinożercami- co do tego nikt nie ma wątpliwości. Natomiast pisząc, że codzienna dieta powinna polegać na „jedzeniu zwierzęcego pokarmu. a pokarm roślinny (powinniśmy) traktować jako dodatkowy pokarm uzupełniający”, także wykazuje się Pan brakiem wiedzy z zakresu dietetyki. W mięsie jest jeden główny pozytywny aspekt odżywczy- łatwo przyswajalne białko- rośliny zawierają niezbędne dla naszego życia witaminy i mikroelementy i wielonienasycone kwasy tłuszczowe, przez co absolutnie nie mogą być jedynie dodatkiem. Proszę popatrzyć na udostępnianą przez Ministerstwo Zdrowia Piramidę Zdrowego Żywienia i proszę zobaczyć, co leży u jej podstaw, a gdzie dopiero znajduje się mięso i produkty mleczne..
      I jako ostatnie- proszę się zastanowić, ile osób umiera, lub ląduje w szpitalach, bo jedli za dużo mięsa i tłustego nabiału w ciągu życia, a ile znajduje się z przejedzenia warzywami, lub przez zatrucia pestycydami.

      • patryk mówi:

        Po pierwsze nie zrozumieliśmy się, ponieważ Pani mama napisała, iż dieta ma ogromny wpływ na to , że chorujemy na nowotwór lub nie. Jest to błędem, ponieważ jak pisałem wcześniej nowotwory są uwarunkowane genetycznie i geny maja duży wpływ na ujawnienie się nowotworu lub nie. Pani natomiast wykazuje ignorancje, ponieważ nie czytała dokładnie co pisałem lub pani nie zrozumiała co pisałem , ponieważ wyraźnie napisałem że dieta jest jednym z czynników wpływających na ujawnienie się , napisze jeszcze raz ujawnienie się nowotworu który co chce podkreślić jest zapisany w naszych genach w wyniku zmian w drobnych sekwencjach naszego kodu genetycznego co powoduje wadliwe powstawanie komórek co prowadzi do powstania komórek zwalczających swojego właściciela, a środowisko dostarcza mnogości czynników kancerogennych duży wpływ ma środowisko w jakim żyjemy i owszem prowadzona przez nas dieta , samo mięso może posiadać tyle samo związków kancerogennych co warzywa i to jest zależne od hodowli lub uprawy i środowiska w których są uprawiane. I nie musi pani się wychwalać ze studiuje pani dietetykę na Uczelni Medycznej we Wrocławiu bo ja tez studiuje na uczelni medycznej, i może nie dietetykę lecz Analitykę Medyczną , jeśli nie wie pani co to jest to , to po tym osoby te wykonują pani badania miedzy innymi cholesterol który jak pani zapewne wie jest pobierany w dużych ilościach z tłuszczy zwierzęcych, a jak pani zapewne na Fizjologi człowieka miał syntetyzowane są z niego duże ilości hormonów steroidowych, a w roślinach znajduje się jego znikome ilości. Ja tez używam Podręczników akademickich, i nie powie pani że Genetyka Medyczna prof. G. Drewy z CM UMK Bydgoszcz i prof. T. Ferenca UŁ w Łodzi jeśli lubi tak pani nazwiska, których panów to z podręcznika używają wszystkie Uczelnie medycznie w kraju i inne zagraniczne podręczniki akademickie z Genetyki kłamią na temat tego ze wpływ na uwarunkowanie nowotworu jest zapisane w genach? Czyżby chciała pani zrewolucjonizować dotychczasowy dorobek genetyków w tym kierunku, chyba nie sadze.
        Jeśli pani uważnie czytała co napisałem to własnie tam było zawarte że dieta roślinna , zapewne jak pani wie roślinki są zbudowane z celulozy, wpływają oczyszczająco i usuwają zalegające resztki które mogłyby spowodować iż dojdzie do owrzodzenia i pękając mogą spowodować powstawanie komórek nowotworowych . Podsumowując błonnik(roślinki)= oczyszczone jelita=zmniejszenie ryzyka nowotworu.(Pisałem to wcześniejszym wpisie)
        Ja wykazuje się brakiem studiów dietetycznych a pani Analitycznych,
        Pani komórki są własnie budowane z tego łatwo przyswajalnego białka zmniejszając ich dostępność oczywiście stajecie się chudsi bo nie udaje się komórka zaopatrzyć organizmu w białkowe produkty syntezy w mitochondriach i aparatach Golgiego, i mięsa jest również łatwym dostępem do witaminy B 12 która buduje pani erytrocyty, owszem można uzupełniać to suplementami. Piramida żywności pokazuje co w jakich ilościach powinniśmy spożywać a nie co jest ważniejsze w jedzeniu . I tak pani organizm musi sobie przetworzyć ten nienasycony tłuszcz na nasycony.
        Pani z pewnością jest autorytetem będąc na 2 roku dietetyki, i jeżdżąc po spotkaniach czegoś tam. Droga pani w przeciwieństwie do pani to ja w szpitalu spędzam więcej czasu, jakoś na Katedrze Medycyny Ratunkowej nie widziałem jak pani opisuje pełno osób z powodu zatrucia mięsem czy z niedoboru roślin, częściej jest osób które po takich stronach jak to lądują z powodu braków witamin mikroelementów i innych substancji odżywczych a tak samo pestycydy np DDT kumuluje się w organizmach bardzo dużo a jak zapewne pani wie że w Polsce była dość sporo używany i niestety ale w środowisku się kumuluje i tak łatwo nie rozkłada. A ile dzieci rocznie ląduje przez głupie i nierozsądne żywienie przez rodziców którzy zafascynowani takimi forami próbuje nie rozsądnie takich diet czy stylu życia przez co dzieci mając niedobory , są chore i maja choroby żywieniowe wpływając na cały organizm.
        I owszem pani nie odpowiada za to co ludzie wyczyniają pani tylko Pokazuje jak można inaczej się żywic, ale jest pani na studiach medycznych i musi mieć pani świadomość ze odpowiada pani za zdrowie tych ludzi Primum non nocere. Trzeba mieć odpowiednia wiedzę żeby zmieniać komuś żywienie i sadze że może pani ja ma, ale proszę zważać ze niektórzy ludzie nie maj takiej wiedzy i sami próbując tego czytając rożne fora starają się wprowadzać co nie zawsze kończy się zdrowym skutkiem tylko lądowaniem w szpitalu. Z powodu chorób przewlekłych nie wszystkie osoby mogą stosować się do diet, czy stylu bycia jak weganizm, czy wegetarianizm, ponieważ mogłoby to mocniej zachwiać ich równowagę organizmu, który przez chorobę i tak mocno jest nadwyrężony, oraz jak Pani mniemam wie są choroby dziedziczne w których trzeba trzymać się ścisłej diety, która opiera się na zrównoważonym żywieniu jak mniemam i mam nadzieję, że będąc w przyszłości dietetykiem będzie Pani rozsądnie im dobierać dietę nie wciskając od razu weganizmu lub wegetarianizmu i przez to nie pogłębi Pani ich choroby. Znam przypadki w których trzech dietetyków pod rząd nie potrafiło odpowiednio dobrać jadłospisu do posiadanego przez pacjenta schorzenia przewlekłego, a wymyślali diety, które mogłyby pogłębić chorobę.

        Często wpadacie na osoby, które chcą wam udowodnić za wszelką cenę, że ludzie powinni jeść mięso?

        Nikomu nie wmawiam tylko twierdze ze diet powinna być zbilansowana, a mięso nie musi być smażone na głębokim tłuszczu bo zapewne tak pani uważa i jeśli pani myśli ze potrawy mięsne to tylko kotlet schabowy to grubo pani się myli.

        Jeśli macie ochotę zobaczyć, jak się odpiera ataki osób, które chcą Wam udowodnić, że wegetarianizm i weganizm są niezdrowe i sprzeczne z naszą naturą, to polecam przeczytać sobie moją odpowiedź na komentarz Partyka pod ostatnim wpisem mojej mamy :)

        Tak bardzo chętnie chce zobaczyć ale jakoś dojrzeć nie mogę. Tak samo i owszem ewolucja nas stworzyła takich jakimi jesteśmy. I nie sądzę ze diety na warzywach są niezgodne i niezdrowe lecz potrzebujemy jednak łatwiej przyswajalnych składników odżywczych znajdujących się w pokarmach zwierzęcych . I odsyłam jednak do genetyki jeśli chodzi o tę wasze cudowna dietę anty nowotworową.

        I na odchodne mam pytanie, czy jeśli będzie Pani miała dziecko, czy ma Panie zamiar karmić je własnym mlekiem, czy jakimś substytutem roślinnym, które nie zapewni mu odpowiedniej odporności przez co będzie bardziej narażone na mutageny wirusowe i bakteryjne oraz niedostarczenie w odpowiednich ilościach składników dla rosnącego i rozwijającego się dziecka przez co może opóźnić jego rozwój psychiczny i fizyczny.

        • Diana mówi:

          Na wstępie już napiszę, że to moja ostatnia odpowiedź, ponieważ ewidentnie ta dyskusja może się ciągnąć bardzo długo. No i zawęża się nam miejsce na odpowiedzi :)
          Absolutnie nie podważam praw genetyki, wierzę tylko w konkretne i rzetelne badania naukowe, które pokazują, co możemy zrobić, żeby ryzyko pewnych chorób było mniejsze.
          Jako przyszły dietetyk na pewno będę przedkładać dobro swojego pacjenta nad osobiste poglądy. Jednak nie ulega wątpliwości, że na większość chorób cywilizacyjnych i nie tylko, weganizm jest świetnym remedium.
          Jeśli chodzi o Pana pytanie- swoje dzieci mam zamiar oczywiście karmić własnym mlekiem. Uważam, że tak jak mleko krowie jest dla cieląt, mleko kobiece jest dla ich dzieci. I tak jak cielaki nie potrzebują mleka ludzkiego, tak dzieci nie potrzebują krowiego.
          Dalszą dyskusję możemy prowadzić mailowo, jeśli się Pan zgodzi, jak już kiedyś skończą nam się argumenty, opublikuję post, w którym podsumuję najważniejsze wypowiedzi- moje i Pana, żeby czytelnicy mogli się zapoznać z różnymi aspektami weganizmu.

          • patryk mówi:

            w życiu wymyślili dużo świetnych remedium zwłaszcza Niemcy w największych zakładach Farmaceutycznych w Europie koło Oświęcimia. Do dzisiaj pani z nich korzysta.

          • patryk mówi:

            Tak samo choroby cywilizacyjne wywodzą się z brudnych zagrzybionych dzielnic -slamsach, Co robili Niemcy Eksterminacje ta ten brudny naród Polacy , Żydzi to wogóle było siedlisko chorób cywilizacyjnych mniej chorych zmniejszona liczba chorób cywilizacyjnych

            Ale jednak to mleko jest mlekiem zwierzęcym a jeśli pani jest weganka to nie uznaje mleka, nie wyznajecie zasady zero produktów pochodzenia zwierzęcego

            Raczej wole żeby zapoznali się zbilansowanym żywieniem , to znaczy zdrowym ale to nie znaczy samym roślinnym. Można zdrowo sie odżywiać jedząc to i to i powinno się razem uzupełniać w naszej diecie.

        • zajac mówi:

          Panie Patryku nie musi sie pan przechwalac swoja wspaniala medyczna wiedza i probowac przekonac wegan i wegetarian, ze ich dieta jest niewlasciwa, poniewaz dla wielu osob pokarm jest czyms wiecej niz tylko zapychaniem kichy ‚wlasciwymi skladnikami odzywczymi’. Nie wiem czy pan mnie zrozumie w swoim waskim rozumowaniu ale jedzenie jest czyms wiecej niz tylko spozywaniem. Przeraza mnie fakt, ze ludzie sa tak okropnie egoistyczni i mysla tylko o tym co najkorzystniejsze dla nich samych.

          Szkoda, ze nie wspomnial pan nic o aspekcie moralnym panskiej zbilansowanej diety. Nie kazdy tak jak pan ignoruje uczucia niewinnych stworzen. Ale to tak na marginesie.

          Goraco polecam film ‚Cud Terapii Gersona’. Film ktory bardzo mnie zainspirowal i wlasciwie zmienil moje zycie. W zeszlym roku dowiedzialam sie, ze mam guza na jajniku. Bylo podejrzenie o potworniaka. Jak tylko sie o tym dowiedzialam, przeszlam na surowa weganska diete. Po dwoch miesiacach guz zniknal. A ja nigdy w zyciu nie czulam sie lepiej, nie wspominajac juz o pieknej skorze, niezwyklych pokladach energii i fantastycznej pogodzie ducha.

          A poza tym czemu pan sie interesuje czym by karmila pani Diana dziecko??? Totalnie niedorzeczne pytanie nie majace zwiazku z tematem…. Na dodatek to nie panska sprawa!!!!

    • Anatol mówi:

      Patryczku, dziecko niedouczone, oczywiście, że jesteśmy typowymi roślinożercami, a długość (całego) przewodu pokarmowego człowieka jak najbardziej odpowiada roślinożercy nawet jeśli mieści się w dolnej części „widełek” tej rozmiarówki;
      o sposobie trawienia mięsożerców jak widać nie masz zielonego pojęcia, bo to właśnie u nich pokarm przelatuje szybciej, inaczej gniłby i zalegał powodując groźne choroby – i takie właśnie choroby dopadają ludzi jedzących mięso,
      poza tym żuchwa człowieka rusza się na boki jak u przeżuwaczy, czego nie uświadczysz u wszystkożernych psów chociażby;
      no i walnąłeś głupotę z tymi uwarunkowaniami genetycznymi, których wpływ to zaledwie 1,5%, czyli wielokrotnie niższy niż wpływ środowiskowy (endo- i egzogenny), a już w ogóle nie masz pojęcia o tym, że DNA ma również zdolność do samonaprawy i przekształcania uwarunkowań – m.in. dzięki surowej roślinnej diecie właśnie;
      Twój stan psychiczno-emocjonalny jest dla mnie jak najbardziej zrozumiały w kontekście odkrycia w jelitach drugiego autonomicznego mózgu – jesz padlinę, czujesz się jak padlina i piszesz jak padlina, widocznie takim Cię ewolucja stworzyła, tylko proszę, nie mieszaj do tego innych… :)

      • patryk mówi:

        nie sama długość jelita się liczy kochanieńki, i owszem wiem bardzo dobrze o tym że DNA ma swoje enzymy naprawcze, dalej nie sama ruchoma szczeka świadczy o tym że nie tylko jesteśmy roślinożercami bo mamy trzonowce ale mamy tez kły które już może nie do końca spełniają swoja pierwotna rolę ale czy ty mielisz językiem i trzonowcami swój pokarm roślinny ? No raczej nie chyba ze krowa z ciebie.
        Owszem choroby wrzodowe dopadają tych co nieodpowiednio się odżywiają nigdy nie negowałem tego że mamy nie jeść roślinnych produktów tylko że pokarm pochodzenia roślinnego i mięsnego jest nam potrzebny na równi. zważ na to że w grupach osób z nowotworami na świecie to 10-15 % osób rodzących się z wadami genetycznymi powstałymi już w oocycie lub spermatocycie przez mutagenne środowisko życia matki, a zresztą nie wszystkie nowotwory da się zmniejszyć ich występowanie jedząc warzywa. Żyjemy w takich czasach ze sami stwarzamy sobie czynniki kancerogenne, ale mogę nie wychodzić z domu bo UV może mi spowodować mutacje.
        Mój stan psychiczni -fizyczny jest jak najbardziej normatywny bo jednak nie poddaje się fali rewelacji i nowych trendów które zmieniaj się jak w kalejdoskopie, mam jeden anatomiczny mózg w mózgowiu a jeśli ty tylko myślisz o roślinkach i zamykasz się tylko na nie to raczej ty jesteś stworzony do jednego do mielenia wyłącznie zielska i dziwne inni raczej maja dietę składająca się z roślin i zwierzątek i jakoś żyją bardzo długo bez chorób.

      • Mika mówi:

        I jeszcze mój ostatni komentarz. Jak można nazwać studenta analityki medycznej niedouczonym dzieckiem? Wystarczyło mi kilkanaście minut czytania na temat tego co jest wymagane na takich studiach i to jest mini medycyna! Wiedza z fizjologii, genetyki, anatomii wręcz jak na dobrym lekarskim! Ktoś kto powołuje się na dorobek genetyków którzy określani są jako wybitni nie może być niedouczony!

      • patryk mówi:

        widzę ze wypowiadać sie nawet nie wolno. Cóz byle żeby ten wasz fanatyzm który jak wszystkie przypełznął z ameryki nie przerodził się w sekte wyznania herbu zielona pietruszka.

    • Jola mówi:

      Jeszcze ode mnie obiecanych kilka słów na temat Pana komentarza:

      1.Pestycydy w roślinach.
      To argument koronny w rozmowach z osobami „mięsnymi”. Jeśli obawia się Pan pestycydów w roślinach może Pan przecież kupować żywność organiczną, pochodzącą z kontrolowanych i certyfikowanych upraw ekologicznych, nie stosujących nawozów chemicznych.
      Nie wiem dlaczego pomija Pan ten fakt, ale w mięsie może Pan znaleźć o wiele bardziej niebezpieczne dla zdrowia hormony, sterydy i antybiotyki. Dodatkowo znacznie więcej – o czym co chwilę słyszymy w doniesieniach prasowych.
      W wolnej chwili proponuję ciekawy artykuł dotyczący mięsa i jego przemysłowej „produkcji”: http://znakiczasu.pl/szlachetne-zdrowie/145-czy-wiesz-co-jesz-mieso-ktore-truje-
      Autorem artykułu jest dr Roman Pawlak, wykładowca dietetyki i odżywiania na East Carolina University w USA, autor książek i wielu publikacji w prestiżowych pismach naukowych. Nie wiem czemu o tym piszę, bo jakoś mam wrażenie, że dla Pana, studenta analityki medycznej, taki autor i taki dorobek to żaden autorytet ;)

      2.Długość jelit, ilość komór w żołądku, itd.
      Nie będę wchodzić w potyczki na tego rodzaju argumenty. Wspomniany przeze mnie wykład Gary`ego Yourofsky dobrze odnosi się do tego tematu, polecam. 
      Dla mnie osobiście tego rodzaju informacje nie mają żadnego znaczenia. Liczy się to, że 40 lat jadłam mięso i nie wyszło mi to na zdrowie. Natomiast po zmianie diety ustąpiły wszystkie moje dolegliwości, czuję się znakomicie. O tym między innymi piszę właśnie na tym blogu. 

      3. Pisać każdy może w kontekście „The China Study”. 
      No cóż. Gdyby Pan uważniej przeczytał to co napisałam, to by zwrócił uwagę, że nie odwołuję się do artykułu prasowego w „Tinie” czy „Gali”, tylko do książki, opisującej wyniki trwających 20 lat badań naukowych nad wpływem odżywiania na zdrowie. Proszę wpisać w angielską Wikipedię nazwisko T.Colin Campbell i przeczytać. Amerykański profesor, uznany naukowiec, autor ponad 300 publikacji naukowych na temat odżywiania oraz książek, z których jedna jest amerykańskim bestsellerem. „The China Study” stanowi ważną pozycję  omawianą podczas nauki na studiach medycznych. 
      Zastanawiam się jakie doświadczenie zawodowe i dorobek naukowy upoważnia Pana do takiej negacji, to grozi niestety ignorancją..  

      • Mika mówi:

        Mnie się jednak wydaje, że macie Państwo pewnego rodzaju klapki na oczach. Zacznę od tego, że jestem mamą dziecka, które cierpi na wrodzoną niedoczynność tarczycy. Z racji schorzenia mojego syna nabrał on masy, był ospały, ociężały, leniwy. Od razu stwierdziłam, że to wina zbyt dużej ilości mięsa w diecie, więc rozpoczęło się wdrażanie w domu diety bardziej zdrowej, opartej na warzywach owocach. Po pomoc udałam się z dzieckiem do dietetyczki, oczywiście potwierdziła ona to, co podejrzewałam, wprowadzić więcej owoców, warzyw i synek jak nowy. Niestety dieta dała pozytywny skutek na krótką metę. Po miesiącu cały proces tracenia wagi zatrzymał się, mój syn wcale nie stał się bardziej żywy, pełniejszy energii. W ostateczności udałam się po pomoc do lekarza. Zostałam pięknie ochrzaniona, gdyż okazało się, że przy chorobie mojego dziecka dieta typowo warzywna, czy warzywno-owocowa nie wchodzi w grę. Potrzebuje on dużo białka w postaci drobiu, nabiału, jaj. Mogłam więc dietą warzywną skrzywdzić swoje dziecko. Mam żal do dietetyczki, która mimo informacji o schorzeniu dziecka nie przekazała mi takich informacji jak lekarz. Nie uważam kupowania warzyw, owoców, drobiu, jaj w supermarketach. Zaopatruję się tylko i wyłącznie u sprawdzonych hodowców, rolników, dzięki temu mam gwarancję, że wszystko jest jak najbardziej zdrowe. Jeśli zaś chodzi o to, co napisał Pan Patryk tyczące się genów, to niestety dla państwa ma on całkowitą rację. Nowotwory uwarunkowane są genetycznie, dieta może zmniejszyć zagrożenie, jednak go nie likwiduje. To czy zachowujemy uwarunkowane jest w kodzie genetycznym. Dlaczego więc Angelina Jolie, tak samo jak i ja usłyszała od lekarza, żeby poddać się prewencyjnej mastektomii a nie zmienić dietę? W końcu przejście na weganizm czy wegetarianizm jest dużo mniej inwazyjnym rozwiązaniem. Z racji mojej skłonności do nowotworów spędziłam wiele godzin u lekarzy, czytając książki i nikt nie powiedział zmień dietę.

        • Diana mówi:

          Trafienia na kiepskiego dietetyka bardzo współczuję i cieszę się, że nic złego się Pani dziecku nie stało. W takich sytuacjach dietetyk zawsze powinien współpracować z lekarzem, a nie sam komponować dietę. Ja z kolei nie uważam, że dieta wegańska jest odpowiedzią na wszystkie choroby, bo tak na pewno nie jest.
          Odnośnie nowotworów- nie zrozumiała mnie Pani. Absolutnie nie twierdzę, że raka można leczyć dietą. Dieta może być pewnym elementem wspomagającym przy niektórych nowotworach. Dieta może być jednak pewnym rodzajem profilaktyki- elementem, który może obniżyć ryzyko zachorowania- i właśnie o tym pisałam razem z mamą.

          • Mika mówi:

            Po raz kolejny przeczytałam więc komentarze Patryka i z nich wynika to samo. Natomiast przytoczę fragment

            Skoro mega gwiazda światowej kinematografii, symbol kobiecości i sexapilu, Angelina Jolie podjęła desperacką decyzję usunięcia obu piersi, by ograniczyć do minimum ryzyko zachorowania na raka. Więc skoro istnieją niezbite dowody naukowe na to, że wystarczy zmienić sposób odżywiania, by zapobiec rakowi i wielu groźnym chorobom cywilizacyjnym, a w sytuacji zachorowania na raka – odpowiednią dietą można zahamować rozwój choroby i powstrzymać jej nawrót. Skoro tak, to dlaczego tego nie zrobić??? W tej sytuacji, mając dostęp do tych informacji i obecnej wiedzy, opartej na faktach naukowych – wydaje mi się rzeczą wręcz nieodpowiedzialną w stosunku do samego siebie i swoich najbliższych – by tkwić nadal w dotychczasowym, starym i siejącym wszelakie choroby sposobie odżywiania.

            Dla mnie jasno wynika sugestia, że wystarczy zmienić styl odżywiania, żeby nie zachorować.

        • patryk mówi:

          Bo większość dietetyków wychodzi z założenia ze otyłość występuje z racji że złe jest żywione znam nawet taki przypadek, większości ich może pani mówić nazwę choroby ale im to nic nie powie, bo często są nie douczeni i przez to mogą zaszkodzić pacjentowi, dziwi się że przy rozpoznaniu niedoczynności lekarz nie powiedział pani jaką dietę powinien pani synek prowadzić i jakich produktów unikać wiekszosc endokrynologów o tym mówi np. soi, która owszem jak pewnie się dowiemy zaraz ma bardzo dużo białka jednak osoby z niedoczynnością nie moga jej spożywać i najlepiej żeby spożywały białko zwierzęce typu kurczak którego mieso nie zawiera tyle tłuszczu czy nabiał

          • patryk mówi:

            A w tej chorobie chodzi głównie o unormowanie dostarczanej dawki TSH aby nie blokowało zwrotnie pobudzania przysadki i przez to nie hamowało ponownej syntezy TSH w przysadce mózgowej , ponieważ inaczej obnizy sie ilsoc działajacego TSH na tarczyce i rekrutacje tyreoglobuliny oraz jodu przez co zmniejszy sie odłączania jednostek T3 i T4 i uwalnianie ich co zwalnia prace metabolizmu komórek na które działaja te hormony i przez co organizm zaczyna magazynować wodę na cięższe czasy z stąd głownie otyłosc owszem magazynuje wtedy tez troche wiecej tłuszczu ale nie znacznie, dlatego takie osoby powinny chociaż raz w roku być nad morzem żeby uzupełnić jod krążący w organizmie który w sumie tak łatwo nie tracimy ale tracimy bardzo łatwo białka a tyreoglobulina jest nazwa sama wskazuje jest białkiem i musi być z czegoś syntetyzowana w komórkach tarczycy

          • Mika mówi:

            Niestety lekarze nie zawsze chcą „dzielić się” swoją wiedzą. Wiem coś o tym, boje z dzieckiem później sama ze sobą. Na blog trafiłam z ciekawości. Sama jestem ogromną zwolenniczką zdrowego stylu życia, zdrowego odżywiania, jednak to o czym Panie tutaj piszą troszkę podbiega mi pod lekki fanatyzm :) Oczywiście hodowla zwierząt, uprawa roślin niestety jak najwięcej, jak najtaniej jest niedopuszczalna, jednak czy z racji tego powinniśmy rezygnować, zmieniać dietę?
            To wszystko zależy od tego na ile człowiek ma świadomość tego co ja, jak je. Jeśli nie napędzimy sprzedaży, to takie hodowle, czy rolnicy nie będą mieli zysku. Wybierajmy mądrze, niekoniecznie rezygnując. Takim mottem się kieruję, chociaż z kilku przepisów chętnie skorzystam.

      • patryk mówi:

        Jeśli pani uważa ze nawet jeśli kupi od rolnika który nie używa chemicznych środków , czy to znaczy ze w glebie i powietrzu te związki sie nie znajdują i nie zostaną wchłonięte wraz z woda deszczową a potem gruntową. Nie ma czegoś takiego jak ekologiczny bo to określenie powiadań i interakcji miedzy środowiskiem a organizmami i miedzy organizmami a o tym o czym pani mówi że przez dbanie o środowisko i nie zanieczyszczanie to to coś jest sozjologiczne a nie ekologiczne ale niestty błędnie sie przyjeło mawianie ze coś jest eko ładniej brzmi niż sozjo

        • patryk mówi:

          I dla zakończenia sporów przytoczę fragment tekstu który zamiesiłyście panie w głównym wpisie, w sumie co mnie zbulwersowało:

          ”Autor książki podważył (naukowo oczywiście) genetyczne uwarunkowania tej choroby i udowodnił, że rak związany jest po pierwsze i najważniejsze – ze sposobem odżywiania”

          Dzięki takim ludziom, dużo osób bojąc się choroby i długotrwałego leczenia nowotworów a zwłaszcza raka, chwytają się takich słów przekonani że to jest dla nich zbawienie a nie operacje i leczenie. Owszem może to i daje im nadziej jednak, tylko złudną, bo zbyt późno rozpoznany rak i leczony zwiększa śmiertelność. A w takich ludzie w takich chwilach chwytają się wszystkiego byle przeżyć.

          Dziekuje, Dobranoc

          • dorota mówi:

            Gorzej gdy w większości przypadków rak w stadium łagodnym jest „olewany”przez lekarzy i pozostaje tylko czekać.Bliska mi osoba jest chora a od lekarzy dowiedziała się tyle ze ma czekać bo nikt nie wie co robić i co ma czekać żeby rak stał się złośliwy? Mimo że nie jestem wege jak słyszę takie brednie ze dieta weganska pogorszy stqn to masuwa się pytanie A czy da się bardziej pogorszyć? Nic nie robienie to chyba też zło w diecie ppzostaje przynajmniej nadzieja! I tak moja znajoma ma raka genetycznie uwarunkowanego, zmarła jej matka,kuzynka…
            W całej tej dyskusji widzę tylko człowieka a jqk ktoś jest obojetny na krzywdę zwierząt to już jego sprawq,trzymając w domu psa lub kota to hipokryzja żeby zjeść cielaczka..to ma być dlq nas zdrowe, ciekawe czy jak ktoś powie ze jedząc mięso kocie czy psie unikniesz chorób czy to zrobisz…gdzieś mqm te wszystkie badania,to koncerny farmaceutyczne nakrecaja na choroby… A blog świetny, gratulacje dla Pan

          • Kubarlov Olszewski mówi:

            Patryku, minęło już parę lat od Twoich wpisów, mam więc nadzieję, że od tamtego czasu zdążyłeś podszkolić się i uzupełnić tę marną akademicką wiedzę o genetyce (na poziomie z przed 30 lat) o aktualne odkrycia z epigenetyki stwierdzające jednoznacznie, że dopiero okoliczności środowiskowe aktywują lub dezaktywują predyspozycje kodu genetycznego.
            Wnioski są jednoznaczne: tak, dietą można „włączyć” lub „wyłączyć” raka i nie zmienią tego żadne 3 literki przed nazwiskiem. Dowodów na skuteczność aż nadto – sam znam osobiście kilka takich osób po raku kilkanaście i kilkadziesiąt lat, bez chemii, bez radio-, bez wycinania, tylko dieta (czasem głodówka) i naturalne terapie jako wsparcie.

  4. Pani K. mówi:

    Gratuluję decyzji (no i mądrej córki) :-)
    I dziękuję za notatkę :-)
    P.S. – gulasz można zamienić na wersję vegan (ale to na pewno już wiecie) i jest równie pyszny i pięknie pachnący :-D (nawet moja mięsożerna dalsza rodzina daje się czasami nabrać ;-) )

  5. Jola mówi:

    To z mojej strony również ostatni komentarz w tej sprawie.
    Chcę podkreślić, że w moim tekście nie powołuję się na moje autorskie przemyślenia, czy własny dorobek naukowy. Powołuję się na dwie bardzo interesujące książki, które wywarły na mnie bardzo duży wpływ. Obie są o tym samym – o zasadniczym wpływie sposobu odżywiania na zdrowie. Obie napisane przez naukowców i poparte bogatą bibliografią, dowodami naukowymi. W jednej z nich („Dieta Antyrak”) autor uważa – mówiąc pokrótce – że sposób odżywiania jest bardzo ważnym elementem mającym wpływ na powstawanie nowotworów, że rak śpi uśpiony w każdym z nas i od nas zależy czy zdołamy się przed nim obronić. Że właściwie skomponowana dieta ogranicza ryzyko nowotworów, że raka można ograniczyć, zahamować, leczyć, mieć nad nim kontrolę. Autor stworzył własną koncepcję walki z nowotworami, opartą na stymulacji naturalnych mechanizmów obronnych organizmu (przy pomocy diety i stylu życia).
    Druga opisuje 20 lat badań nad wpływem odżywiania na zdrowie i formułuje daleko bardziej zdecydowaną tezę. Że sposób odżywiania jest tak bardzo ważny dla naszego zdrowia, że wręcz raka można „włączać” lub „wyłączać” poprzez stosowanie naprzemian diety wysoko lub niskobiałkowej.

    Chcę zaznaczyć że na temat książek napisałam z konieczności kilka zdań, w książce „Dieta Antyrak” autor wyraźnie pisze, że dieta nie może zastąpić współpracy z lekarzem i określonego przez niego toku leczenia. Może pełnić rolę wspomagającą, stymulującą naturalny system obronny. Autor podkreśla, że chirurgia, antybiotyki , radioterapia i chemioterapia są przykładami nadzwyczajnego postępu medycyny. Uważa jednak, że to nie wystarczy. Że możliwe jest jednoczesne korzystanie z dobrodziejstw medycyny i mechanizmów obronnych, danych nam przez samą naturę. Pisze, że wyniki wszystkich badań naukowych wskazują, że mamy znaczny wpływ na zdolność naszych organizmów do przeciwdziałania rozwojowi raka.
    Nie podkreśliłam tego w notce, nie jest wszak możliwe bym zreferowała Państwu całą książkę, to się mija z celem.

    Mam w sobie zbyt dużo pokory by wypowiadać się w sposób definitywny na temat przyczyn powstawania raka. Niech w tej sprawie wypowiadają się fachowcy, lekarze, naukowcy. Na pewno też genetyka, na pewno zanieczyszczone środowisko naturalne i nafaszerowane chemią jedzenie.
    W zaprzyjaźnionej z nami rodzinie roczne dziecko zachorowało na zapalenie płuc, stwierdzono guzy nowotworowe na płucach. Myślę że w tej sprawie nawet lekarze nie są w stanie się definitywnie wypowiedzieć co tak naprawdę spowodowało ten stan rzeczy. Rzeczywistość jest na pewno o wiele bardziej skomplikowana, gdyby sprawy były proste, postępującą w tempie epidemicznym zachorowalność na nowotwory można byłoby powstrzymać, zahamować.

    I na koniec – każdy ma prawo dokonywania w życiu samodzielnych wyborów. Mają Państwo oczywiście w pełni zasłużone prawo by jeść mięso, w pełni szanujemy tę decyzję. To w końcu nasze własne wybory życiowe, nasze decyzje i nasze zdrowie. Mój post stanowił mój osobisty wykaz argumentów, jakie wpłynęły na to, że zmieniłam dietę na wegetariańską. Nie był to referat naukowy na temat przyczyn powstawania raka, choć rzeczywiście przytoczyłam tezy postawione w obu, bardzo interesujących książkach. Nie była to nagonka na ludzi jedzących mięso. Nie mamy zamiaru nikogo karcić, nie prowadzimy żadnej krucjaty. Absolutnie szanujemy Państwa zdanie i wybory życiowe. I tego samego oczekujemy od Państwa.

  6. kikimora mówi:

    Gratuluję decyzji! Moja mama niestety nie jest tak skłonna do zmian, chociaż zdaje sobie sprawę, że jej zdrowie szwankuje przez duże ilości mięsa i nabiału. Dzięki mnie jednak je więcej warzyw, a to już coś.

    A co do osób sączących jad- gratuluję samozaparcia. Jak widać, istnieją osoby, które odczuwają misję- wchodzić na wegańskie i wegetariańskie strony i oświecać nas, zwariowanych członków roślinnej sekty, uprawiających kult pietruszki :D

  7. bernikula mówi:

    Ja również przechodzę na wegetarianizm, bo mięso jem tak sporadycznie, że w ogóle nie ma sensu, bym je jadła. Nie potrafię natomiast zrezygnować z ryb i owoców morza. Nie jem też w ogóle cukru pod żadną postacią oprócz owoców.

Dodaj komentarz