Vege po 40stce – zamiast wstępu :)

Czy możliwa jest zmiana nawyków żywieniowych po czterdziestce? Hmm…Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że przejdę na wegetarianizm po 40-stce to przyjęłabym tę informację ze sporym niedowierzaniem :) I to nie dlatego że to zła idea, tylko dlatego, że bałabym się tak drastycznej zmiany sposobu żywienia. Na pewno znalazłabym tysiąc pięćset wymówek stojących na straży starych nawyków – że nie mam czasu na historie, że nie mam głowy do wymyślania nowych potraw, że tak intensywnie pracuję, że na pewno wpadnę w anemię, że zbyt lubię mięsko z grilla i kurczaka z rożna, że nie najem się takim jedzeniem, że w sumie to co ja miałabym jeść na drugie śniadanie? Sam chleb czy chleb ze smakiem ;)

Moje życie wywróciła do góry nogami moja własna rodzona córka ;) Wtedy kiedy przeszła na wegetarianizm, a nieco później na weganizm. Jako rodzice byliśmy bardzo zaniepokojeni tym faktem. Mieliśmy obawy że z pewnością zabraknie jej jakichś niezbędnych magicznych składników, że zapadnie na anemię, wypadną jej zęby i przerzedzą włosy ;) Oczywiście piszę to żartem, bo przecież nie będę zamęczać wszystkich poważnym tonem ;) W każdym razie sporo rozmawialiśmy wtedy z Dianą, uprosiliśmy też ją, by regularnie wykonywała badania krwi, by mieć pewność że sobie nie zaszkodzi. W ten sposób oto wkrótce okazało się, że Diana ma się dobrze a nawet lepiej niż miała się wcześniej;)

Wtedy zaczęło się gotowanie na dwa „gary”. Osobno dla nas z mięsem, osobno dla Diany bez mięsa. Było to przyznam dość karkołomne doświadczenie, zwłaszcza jeśli jest się osobą dość zapracowaną ;) Z tym okresem wiąże się też pewna anegdota ;) Otóż pewnego dnia postanowiłam ugotować dwa domowe rosoły – jeden na indyku dla nas, drugi na dużej ilości warzyw, specjalnie dla Diany. To miały być domowe ekstra rosoły, więc dwa gary w miłym sąsiedztwie pyrkały na gazie przeszło 2 godziny, pieczołowicie doglądane, mieszane i przyprawiane ;) Na drugi dzień wyciągnęłam z lodówki jeden z garnków, po czym z wielkim apetytem zjedliśmy z mężem jego zawartość. Niestety wkrótce okazało się, że pomyliłam garnki i zjedliśmy nie ten rosół co trzeba :) Zabawne było to, że tak nam smakował ten wegetariański rosół, że nawet nie zauważyliśmy że nie ma w nim mięsa, nie wyczuliśmy żadnej różnicy! ;)

Mijały dni, miesiące, z czasem Diana zaczęła gotować sama dla siebie. Co chwilę sporządzała nowe potrawy, niezwykle apetyczne, pachnące i barwne. Jedząc obiady przy wspólnym stole coraz bardziej dostrzegałam ubogość tradycyjnych obiadów mięsno ziemniaczanych z surówką ;) Z zazdrością zerkaliśmy na talerz Diany i ze zniechęceniem w swoje talerze. Często testowałam nowe pomysły i patenty Diany, coraz bardziej mi smakowały te inne potrawy ;) Zadziwiało mnie bogactwo smaków i zapachów, nowe potrawy, nieznane mi wcześniej składniki i zioła.

Pomału pod wpływem Diany zmieniałam się ja i moja kuchnia. Doszła również wiedza, którą każdy z nas ma w tyle głowy ale wypiera ze świadomości – wiedza skąd się bierze mięso. Jak okrutnie traktowane są zwierzęta przeznaczone na ubój, w jakich strasznych warunkach są chowane i przewożone, jak okrutnie są zabijane. Poznałam dużo faktów dotyczących przemysłowej hodowli „mięsa”, uboju rytualnego, „sekrety” dot. przemysłowej produkcji żywności. Dzięki Dianie obejrzałam filmy i przeczytałam książki i artykuły, które zmieniły mój mały świat na lepszy ;) . W połączeniu z moim od zawsze żywym zainteresowaniem zdrowym stylem życia i odżywiania zapadła decyzja o przejściu na wegetarianizm. Tu wielki szacunek w stronę mojego męża, bo to była wspólna decyzja, on również podjął to wyzwanie.

To było odważne, bo nie jest łatwo zmienić stare nawyki i smaki wpajane od dzieciństwa. Przyzwyczajenie jest przecież drugą naturą człowieka ;) Ale udało się, dzięki wsparciu i pomocy Diany.

Dzisiaj mija 11 m-cy od czasu zmiany naszej diety. Czy było warto? Tak! I jeszcze raz tak :) Nie rozpisując się zbytnio powiem tylko tyle – jak kamfora znikły WSZYSTKIE moje przewlekłe, BARDZO dokuczliwe i męczące schorzenia ze strony układu pokarmowego. Były na tyle silne, że nie pozwalały mi już normalnie funkcjonować. A ustąpiło wszystko bez śladu. Ustąpiła silna nietolerancja na mleko krowie, bo przestałam spożywać produkty mleczne. Schudłam, sylwetka wyszczuplała, waga ustabilizowała się. Perfekcyjnie uregulowała się przemiana materii. Mąż również miał bardzo przykre dolegliwości, z wielu wymienię tylko reflux ;) To wszystko ustąpiło. Poprawiła się nasza odporność, przestaliśmy chorować. Jakość naszego życia uległa zdecydowanej poprawie.

Na nowo nauczyłam się gotować. Poznałam i rozsmakowałam się w cieciorce, uwielbiam hummus, tahini, wszelkie pasty, pesto i pasztety. Zaczęłam robić własny chleb na naturalnym zakwasie.
Przełomowym, wręcz historycznym dla mnie odkryciem było pesto z naci pietruszki, której nienawidziłam całe życie, a którą teraz uwielbiam. Zmienił się mój smak, wyostrzył węch. Dzisiaj mdli mnie zapach smażonej wieprzowiny, niedobrze mi jak czuję opary smalcu. Nie tęsknię za mięsem wcale.

Tą naszą pasją zdrowego i naturalnego żywienia, naszymi doświadczeniami i pomysłami chcemy się ze wszystkimi podzielić. Właśnie dlatego, że coraz więcej osób odczuwa potrzebę zadbania o własne zdrowie, coraz więcej czytamy na ten temat, coraz bardziej jeży nam się włos na głowie od informacji co producenci żywności robią z naszym jedzeniem, ze zwykłej nieuczciwości i chęci zwiększenia zysku oczywiście…

Diana z pewnością będzie zaskakiwać kreatywnością, fantastycznym wyczuciem smaków, bo gotuje doskonale. Gotuje z głowy, przepisy z kuchni światowej są dla niej jedynie inspiracją, bazą do dalszych modyfikacji. Ciągle mnie zadziwia bezmiarem oryginalnych pomysłów. Jest studentką dietetyki przy wrocławskim uniwersytecie medycznym, więc można mieć pewność że zadba o właściwą zawartość składników odżywczych i ciekawe newsy z zakresu zdrowego żywienia :)

Ja natomiast chętnie podzielę się bardzo prostymi, nieskomplikowanymi i szybkimi daniami na pyszne i zdrowe dania. Takimi które robi się w 30 minut, specjalnie dla zapracowanych pań domu ;) Zdradzę kilka patentów na szybkie gotowanie. Obalę mit, że dieta wegetariańska jest droga, moim zdaniem jest dużo tańsza. Sprowokuję mam nadzieję do tego, że upieczecie własny chleb i przekonacie się jak pięknie pachnie w całym domu, jaki jest pyszny, a jak szybko i bezproblemowo powstaje. Dodatkowo możecie mieć pewność, że wykonany będzie z najlepszych składników i nie znajdziecie w nim chemii, polepszaczy i soli drogowej ;) Zapach chrupiącego świeżego chlebka połączymy z zapachem świeżych ziół, które tak pięknie pachną codziennie rano podczas podlewania ;)

Na blogu znajdziecie również krótkie recenzje książek, artykułów prasowych i filmów, które zmieniły nasz światopogląd, sprowokowały do myślenia, które naszym zdaniem warto poznać.

Jeśli uda nam się zainspirować Was do eksperymentów, może tylko do urozmaicenia swojej diety, a może nawet do stałych zmian w domowym menu – to będzie to dla nas niesamowita radość i satysfakcja :)

Jola

21 myśli o “Vege po 40stce – zamiast wstępu :)

  1. Kasia mówi:

    Jaka pozytywna historia :-)
    Ja do weganizmu przekonałam swojego partnera -początkowo wyśmiewał wegetarianizm, a teraz sam się dopomina co mu nowego ugotuje i podrzuca mi różne pomysły. Ustąpiły jego wszystkie alergie i przeziębienia :-)
    Dobrze mieć w swoim bliskim otoczeniu osoby które nas inspirują do dokonywania takich zmian w życiu :)

    • Emma mówi:

      Wygodny ten Twój partner ;-)
      Z pewnością łatwiej przejść na wegetarianizm/weganizm, kiedy nie trzeba samemu wszystkiego przygotowywać, tylko ma się ugotowane i podane.
      Może zamiast tylko podrzucać pomysły, partner też nauczy się gotować?

  2. kasia mówi:

    Bardzo miło się czyta takie historie :) Ach, jakbym chciała, żebym i ja na moją Mamę miała taki wpływ.. Póki co rodzice za wielki sukces uznają to, że zaczęli jeść sałatę i kiełki ;) Ale cóż, może i na nich przyjdzie pora..
    Pozdrawiam!

    • Diana mówi:

      Trzeba sporo serca, cierpliwości i nic na siłę :) Najlepiej gotować dobre rzeczy, żeby najpierw kuchnia zasmakowała, a potem ewentualnie proponować ciekawe artykuły, filmy (np. wykład Garego Yourofsky’ego- poskutkowało) :)

      • Jola mówi:

        Ze swej strony dodam jeszcze, że nie było tu przemyślanej i sprytnej strategii na niesfornych rodziców;) Ani tym bardziej żadnej presji, zapewniam, że efekt byłby zupełnie odwrotny ;) Ja akurat tak mam, że przekonują mnie argumenty, fakty i wiedza. Na wegetarianizm przeszliśmy z takim przekonaniem, że spróbujemy, nie mieliśmy przeświadczenia że to już na zawsze, „do śmierci” ;) Zostawiliśmy sobie furtkę. No i.. wegetarianizm obronił się sam. Najważniejszy argument w sprawie – moje (nasze) zdrowie. Doskonale pamiętam jak czułam się 2 lata temu, a jak czuję się i wyglądam dzisiaj :D I to mnie przekonuje w 100 procentach :)

  3. Beata mówi:

    Cieszę się że trafiłam na ten tekst ponieważ sama też właśnie rozpoczynam przygodę z weganizmem i mam 42 lata. Też miałam wątpliwości czy nawyki żywieniowe i brak zrozumienia ze strony rodziny, znajomych nie przeszkodzi mi w tym. Ale…przetrwałam tradycyjne święta u mamy na wsi co uważam za duży sukces. Wsparcie mam w kolezance z fb, którą weganizm wyleczył z choroby nerek, i przykładów takich znajduje coraz więcej. Ja mam problemy z żołądkiem i słabą odporność i mimo że to dopiero poczatek już widzę zmiany na lepsze. Narazie jeszcze przechodzę okres ciągłego głodu ale mam nadzieję że to się wkrótce skończy. Codziennie znajduje wiele przepisów na wspaniały potrawy wegańskie, odkrywam nowe smaki, zasiałam zioła i hoduję kiełki. Rzeczywiście dania wegańskie wyglądają i smakują wspaniale a świadomość że to służy mojemu organizmowi dodaje mi energii do szukania zdrowych składników i inwencji w gotowaniu. Chętnie więc będę zaglądać na Waszego bloqa i proszę o cenne wskazówki dla początkujących. Pozdrawiam.

    • Jola mówi:

      Święta w gronie rodzinnym, opierające się o tradycyjne menu, a więc tłuste kiełbasy, szynki, majonezy itd – to wyzwanie dla wegan. Zwłaszcza dla początkujących, którzy dopiero poszukują, uczą się, jeszcze nie do końca mają pewność co z czym i dlaczego. Doskonale Cię rozumiem, ja również uważam, że to duży sukces :) Szczerze kibicuję i życzę Ci powodzenia :) Cieszę się, że jest nas coraz więcej, ostatnio odkryłam że mój znajomy z dawnego miejsca pracy zamieszcza linki na FB dotyczące weganizmu :) Też jest po 40-tce :)

      • Beata mówi:

        dzięki i czekam na kolejne przepisy oraz rady. Chetnie tez zajrze na ciekawe linki i fb. Poki co gotuje rosol ….weganski oczywiscie. Narazie opieram sie na przepisach glownie z bloqow ale zauwazylam ze warto samemu poeksperymentowac z potrawami na ktore mamy ochote. POzdrawiam.

    • Diana mówi:

      Jeszcze ja wtrącę swoje 3 grosze :) Odczuwanie głodu na takiej diecie jest na początku całkiem normalne- nie jest to taki faktyczny głód, tylko brak w posiłkach mięsa i typowo tłustych rzeczy, np. serów, z którymi od dziecka wiążemy uczucie sytości. Przekonanie się, że ciężkość na żołądku i tłusty posiłek, wcale nie jest konieczny do zaspokojenia głodu, to tylko kwestia czasu. Szybko odkryjesz, że prawdziwe wegańskie posiłki (nie takie składające się z ziemniaków i sałatki :) dają o wiele więcej energii i spokojnie potrafią sycić na kilka godzin.
      Jeśli chodzi o aspekt zdrowotny, to szczerze powiem, że im dłużej studiuję dietetykę, tym bardziej nie mogę zrozumieć, czemu np. ludzie z którymi studiuję ( czyli wiedzą to samo, co ja) nadal jedzą mięso :). Proste wykluczenie mięsa z diety (już nie wspominając o reszcie produktów pochodzenia zwierzęcego) może powstrzymywać rozwój, a nawet leczyć choroby nowotworowe, cywilizacyjne, czyli nadciśnienie, choroby serca, otyłość, choroby nerek, kamice i mogłabym tak długo, długo wymieniać.
      Kończę wywód i trzymam kciuki za przejście na pozytywną stronę mocy :)
      (PS. Myślę, że już w tym tygodniu, albo przyszłym napiszę post o podstawach diety wegańskiej)

      • Beata mówi:

        Dziękuję za rady i wsparcie. Rzeczywiscie glod powoli mija, choc nadal pasjami kupuje skladniki do potraw weganskich , moze jakby ze strachu ze nie bede miala co zjesc. Wczesniej moja lodowka scwiecila pustkami, teraz sa w niej glownie warzywa, mleko sojowe i pasty. Zaczelam tez zamrazac potrawy zebym w razie czego miala szybki posilek. Przegryzam tez od czasu do czasu orzechy, wafle ryzowe, jem jabłka i pije wode (choc nadal za malo). Poniewaz lubie gotowac a dieta weganska jest bogata w niesamowite przepisy, staram sie nie korzystac z gotowych dan. Poza tym weganizm jest bardzo tworczy, wymyslam eksperymentuje i jem jem i jem a mimo to czuje sie lekka. Otoczenie patrzy na mnie jak na wariatke i dziwia sie zwlaszcza ze jestem osoba b.drobną, ważę ok 48 kg, i pytaja po co mi ta dieta. Najczesciej odpowiadam ze z powodow zdrowotnych, bo rzeczywiscie zoladek przestaje mi dokuczac i nie mam problemow z trawieniem, refluksem, wzdeciami itp. Takze same plusy. Czekam na dalsze wpisy i serdecznie pozdrawim cala rodzinke.:)

  4. Ala mówi:

    Bardzo takie historie są inspirujące :) W zeszłym roku skończyłam 40 lat, mięsa nie jem od bodajże 22 lat. Ale nigdy bardzo nie lubiłam gotować i taki ten mój wegetarianizm był bardziej opierający się na niejedzeniu mięsa niż zbilansowanej diecie laktoovowegetariańskiej. Od pewnego czasu coś mi się przestawiło w głowie po lekturze pewnego bloga wegańskiego i z przyjemnością odtwarzam potrawy z przepisów tam zawartych, uczę się nowych smaków i zaskakujących aromatów nieznanych mi przypraw. Nawiasem mówiąc dopiero po paru dniach analizowania przepisów dotarło do mnie, że to blog stricte wegański i uzmysłowiłam sobie, że przejście na weganizm to kwestia czasu i opanowania wegańskich podstaw kuchennych :)
    Każda zmiana jest najtrwalsza, jeśli motywuje nas własna chęć i przekonanie :) I nigdy nie jest na nią za późno :) Pozdrawiam serdecznie :)

Dodaj komentarz