Chrupiąca granola

Chrupiąca granola

Mieliście kilka podejść do granoli? Była niesmaczna? Może kilka razy się spaliła lub stała gorzka? Też miałam ten problem. Na szczęście nie zabrakło mi zawziętości, żeby opracować niezawodny i przepyszny przepis, który każdy może spersonalizować zgodnie ze swoim smakiem lub obecnym stanem spiżarki. Oto moje wskazówki, jak w końcu zrobić idealne crunchy. Chrupiąca granola – zapraszam.
Czytaj dalej

Tofurnik owocowy

Sernik wegański

Witajcie! Jestem ostatnio strasznie zabiegana, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że jestem w trakcie dopinania na ostatnie guziki największego „projektu”, jaki za jaki kiedykolwiek się chwyciłam. Jest to coś bezpośrednio związanego z blogiem :) Na razie nic więcej nie powiem, ponieważ na ostateczne ogłoszenie przyjdzie jeszcze czas. Udało mi się jednak w międzyczasie znaleźć trochę czasu na gotowanie. Tym razem upiekłam dla Was mój ulubiony tofurnik.
Czytaj dalej

Królewskie Śniadanie – zapiekany ryż z gruszkami

zapiekany ryż z gruszkami

Tak więc dalej cierpię na niedostatek słodkości na mojej nowej, bezglutenowej diecie. Tą oczywistą i niedopuszczalną lukę w swoim życiu staram się nadrabiać cudnymi śniadaniami z dużą ilością owoców. Mój ostatni eksperyment okazał się tak udany, że zapiekany ryż wyglądał bardziej jak piękny deser, niż pożywne śniadanie. W sumie ten przepis dobrze się sprawdzi w obu rolach :)
Jako śniadanie, ta propozycja sprawdzi się bardzo dobrze – jest prosta, zdrowa i przepyszna. Możecie ją dowolnie modyfikować, próbując różnych kasz i płatków zbożowych lub zmieniając dodane owoce :) A co najlepsze, to jest danie, które spokojnie można serwować sobie codziennie, bez żadnych wyrzutów sumienia :)
Czytaj dalej

Jaglana szarlotka sypana

Jaglana szarlotka sypana

Ze względu na mój mały, dietetyczny eksperyment na samej sobie, postanowiłam przejść na dietę bezglutenową. Spokojnie – na razie na określony i dosyć krótki okres 3 miesięcy.
Zawsze myślałam, że dieta bezglutenowa to taki żywieniowy pikuś. Wydawało mi się, że rezygnacja z niektórych zbóż jest raczej niewielkim „wyrzeczeniem”, w porównaniu do ilości eliminowanych produktów na diecie roślinnej.
Oj, mocno się zdziwiłam.
Czytaj dalej

Granola na dobry start dnia

Granola

Cześć! Nie było mnie tu tak długo, że sama nie wiem od czego zacząć :)
Mogę od pochwalenia się, że wczoraj zakończyłam studia i obroniłam swoją pracę magisterską. Ostatnie pół roku było dla mnie bardzo intensywne, ale jednocześnie w pewien sposób dużo się u mnie zmieniło. Fakt, że kończył się mój studencki czas, sprawił, że więcej myślałam o tym, co chcę robić po studiach i oczywiście także o blogu. Na czas pisania pracy magisterskiej postanowiłam nie zamieszczać tutaj żadnych postów, ponieważ wiedziałam, że nie będę w stanie tego robić tak dobrze, sprawnie i z taką częstotliwością, jakbym chciała. Ten czas przerwy sprawił, że zauważyłam, że tak samo jak moje życie, mój blog też do tej pory był studencki. Teraz wiem, że chcę to zmienić. Chcę podzielić się swoją wiedzą (i tą o gotowaniu, i tą o żywieniu), zrobić to w jakiś zorganizowany sposób, który będzie miał ręce i nogi ;) Myślę, że mam na to całkiem dobry zamysł. Niestety na fakty będziecie musieli poczekać jeszcze chwilę :P
Dzisiaj za to zaczynam tradycyjnie, od przepisu na moją pierwszą granolę – aromatyczną, pełną orzechów, kawy i wiórków kokosowych :)
Czytaj dalej

Zupa krem z kukurydzy

Nigdy wcześniej nie jadłam zupy kremu z kukurydzy. Często wydawało mi się, że może być za słodka. Jednak postanowiłam spróbować. I wyszła świetna- słodko-słona i pikantna- dzięki posypce z prażonych wiórków kokosowych i ostrej papryczki. Jej dodatkowym plusem jest także to, że jest bardzo sycąca. Podczas robienia zupy Krzysiek robił mi zdjęcia i z jednej sekwencji zrobiłam gifa, jak obieram kukurydzę :P Mam mokre włosy, jestem cała w nieładzie, ale w sumie wyszło śmiesznie :)
Czytaj dalej

Lody kokosowo-czekoladowe


Latem jakoś zawsze mi się bardziej chce robić słodkości (pewnie przez to, że mam w domu 2 osoby, które zawsze uwielbiam częstować wszystkim, co zgotuję ^^). Zazwyczaj wygląda to tak: leżę sobie na plaży, dookoła jest pięknie- błękitne niebo, woda, słońce, które miło grzeje skórę. Natomiast w mojej głowie zaczynam myśleć o jedzeniu. „Hmmm. Rodzice wrócą dzisiaj jakoś po południu do domu, może zrobię obiad. Mam w domu cukinię i kalafiora. Jakby je tu dobrze spożytkować? … A może zrobię tartę z porzeczkami? Nieee, upiekę lava cake z polewą porzeczkową. Nie, nie, nie. OBIAD, mam zrobić obiad. Co by tu przygotować na obiad? … A więc postanowione! Zrobię lody kokosowe!”.
Więc postanowiłam nie walczyć ze sobą. Trudno, może w pewnym momencie zaczną przeważać przepisy na różne słodkości. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko :>.
A teraz o tych lodach. Są meega proste, a tak dobre, że „Aaach!”. Nie robię ich w maszynce do lodów, nie miksuję ich też po zrobieniu (chyba że zostałyby dłużej w zamrażalce- na szczęście to się nigdy nie zdarzyło ^^). Musicie je zrobić. Serio. Musicie :)
Za to sposób podania zapożyczyłam od znajomego, który opowiadał o deserze złożonym z owoców, kruszonych ciasteczek i bitej śmietany kokosowej akurat w momencie, kiedy byłam chyba na największym w życiu głodzie na słodycze. Podchodziło to już pod znęcanie psychiczne :P. W każdym razie, teraz sobie odbiję :).
Czytaj dalej