Fasolka po bretońsku

Fasolka po bretońsku

Ostatnio na nowo rozkochałam się w Pięknym Jasiu (brzmi to trochę dziwnie, przyznacie? :P). Robię z niego pasty, podsmażam w sosie na patelni, dorzucam do zup. Sprawdza się idealnie. Ma delikatny smak, a mój organizm trawi go, jakby to były pomidory.
Już drugi raz w tym tygodniu zrobiłam także fasolkę po bretońsku. Wyszła przepyszna, bardzo aromatyczna i syta. W oryginalnym przepisie używa się drobnej białej fasoli, ale ja musiałam trochę namieszać ;) Dziwię się, że zapomniałam tą potrawę na tak długo. Jest idealnym przykładem dobrego, zdrowego, wegańskiego obiadu. A co zamiast tradycyjnej kiełbasy i boczku? Wędzone tofu, chlust sosu sojowego i wędzona słodka papryka.
Fasolka po bretońsku rządzi!
Continue reading

Kuskus ze śliwkami i pikantnym tofu

Kuskus ze śliwkami i pikantnym tofu

Sezon na śliwki w pełni, czas je wykorzystać w jakimś słonym daniu. Takie połączenie już od dawna chodziło mi po głowie. Dzisiejszy przepis powstał jak zdecydowana większość na tym blogu- przez konfrontację tego, na co mam ochotę, z tym, co akurat mam w lodówce :P I powstało coś bardzo zacnego.
Kuskus jest delikatny, pełen aromatów płynących prosto z warzyw i śliwek. Tofu za to jest lekko pikantne, wyraziste w smaku i słodko, słone. Na początku chciałam podać te dwa dania osobno, ale zdecydowałam się je połączyć i uwierzcie mi- to była dobra decyzja :)
Continue reading

Pulpety z pieczonego bakłażana w pomidorach

Wegańskie pulpety

Witajcie po prawie półtoramiesięcznej przerwie! Praktycznie cały lipiec byłam gdzieś w rozjazdach wakacyjnych. Żeby być w 100% szczerą, muszę się przyznać, że ostatnie 2 tygodnie byłam w domu i mogłam gotować. Mogłam, ale chyba po raz pierwszy w życiu nie chciało mi się. Nawet nie wyobrażacie sobie , jak dziwnie to brzmi nawet dla mnie :P Jak się okazuje ponad 30 stopniowe upały nie sprzyjają mojej kulinarnej kreatywności, a sama siebie już na tyle dobrze znam, żeby wiedzieć, że przymuszanie się do gotowania nigdy się niczym dobrym nie kończy. Tak więc postanowiłam spokojnie poczekać, aż kuchenna wena przestanie się wypinać do mnie 4 literami i zstąpi na mnie z całą masą nowych przepisów w głowie i gotowością do gotowania :)
Także dzisiaj mam zamiar ponownie się wkupić w Wasze łaski przepisem na fantastyczne pulpety z ciecierzycy, pieczonego bakłażana, oliwek i tahiny, zapiekane w pomidorach. Nie jest to szybkie danie, ale za to bardzo proste, zdrowe i przepyszne. Kotleciki są chrupiące na zewnątrz, a przyjemnie wilgotne w środku. Sos z pomidorów składa się praktycznie z 3 składników, a jednocześnie jest jednym z najsmaczniejszych, jakie jadłam.
Po kliku nieudanych próbach udało mi się przygotować dla Was naprawdę wyjątkowy przepis :)
Continue reading

Granulatowa „jajecznica”

Wegańska "jajecznica"

Dzisiaj przepis z warsztatów :) W internecie możemy znaleźć sporo przepisów na wegańskie „jajecznice”. Najczęściej są na bazie tofu, ja kiedyś stworzyłam taki przepis na bazie kaszy jaglanej. Jednak cały czas jakoś nie byłam zadowolona z takich śniadań. Tofucznica fajnie smakuje, jest bardzo delikatna i syta, jednak żeby dwie osoby się najadły, spokojnie trzeba zużyć 2 kostki tofu, co jest już lekko kosztowną opcją. Jaglanica też ma swoje zalety, ale pozostaje głównie węglowodanowym posiłkiem.
Kiedyś przypadkiem wpadłam na pomysł przyrządzenia na śniadanie granulatu a la jajecznicy. To był strzał w dziesiątkę. W połączeniu z kaszą jaglaną jest dla mnie idealnym, sytym posiłkiem, po którym mam siły na cały dzień ;) Dodatkowo osoby, które kontrolują ilość białka w diecie na pewno docenią taką propozycję :) – w 50g granulatu jest dokładnie 25g białka sojowego. Do tego jest bajecznie tani.
Continue reading

Makaron z sosem pomidorowym na czerwonym winie

Dzisiaj przyjechałam do domu i pomimo przeziębienia ogarnął mnie kuchenny amok. Cały czas mam ochotę coś gotować :) W piecu już się piecze ciasto, chleb wyrasta, a w głowie mam jeszcze milion pomysłów, co zrobić następnie. Za to dzisiaj oddaję w Wasze ręce cudowny przepis. Wymaga mało składników, jest bajecznie prosty, a smakuje cudownie. Pierwszy raz zjadłam makaron w sosie pomidorowym na czerwonym winie na obiedzie u mojej koleżanki. Smak i aromat był niesamowity, więc postanowiłam zrobić coś podobnego w najbliższym czasie. Jak już otworzycie butelkę wina, koniecznie będziecie musieli wypróbować ten przepis :)
Continue reading

Foccacia pugliese

Zacznę tak- kocham kuchnię włoską. Uwielbiam pizzę, lasagne, prawdziwy sos pomidorowy, bakłażany, oliwę, oliwki, włoskie makarony, włoskie zioła, tarty, tartaletki i foccacie. I wszystko w wydaniu wegańskim, ofkors. Przez tą całą włoską manię, na mojej kulinarnej półce dominują książki właśnie o cucina italiana, ale jedną z nich kocham nad życie. „Ilustrowana szkoła gotowania- kuchnia włoska krok po kroku” jest moją małą encyklopedią. Wszystkie przepisy, które tam są wydają się być w 100% autentyczne i nie spolszczone. Pierwszym przepisem, który zrobiłam według tej książki była właśnie foccacia pugliese. Standardowa foccacia, to po prostu ciasto do pizzy z oliwą, ew. z dodatkiem oliwek lub ziół. Foccacia pugliese jest o wiele bardziej puszysta. Najbardziej skusiło mnie na nią apetyczne zdjęcie w książce- wydawała się bardzo chrupiąca z zewnątrz, pięknie zarumieniona, naszpikowana czarnymi oliwkami i czerwonymi pomidorami koktajlowymi. Foccacię piekłam już kilka razy i uwierzcie mi – nigdy nie zdążyłam jej sfotografować, bo zawsze wszystkie kawałki rozchodziły się w oka mgnieniu. Teraz czas, żebyście Wy ją wypróbowali. Jest trochę czasochłonna, ale taki parujący, aromatyczny, chrupki z zewnątrz, a miękki w środku kawałek podany np. do kolacji wynagrodzi wszystkie trudy.
Continue reading

Pasta z pietruszki i kaszy jaglanej

Zrobiła się nareszcie piękna pogoda, więc korzystam jak mogę i jutro jadę z chłopakiem w góry. Cobyśmy mieli dużo sił na pokonywanie miliona kilometrów, zrobiłam nam dzisiaj pastę do kanapek. Jest pyszna – bardzo mi pasuje w niej to, że jest robiona praktycznie z samych świeżych warzyw: natki pietruszki, pomidora, czerwonej papryki i czosnku. Żeby smarowidło miało fajną konsystencję, dodałam do niego kaszę jaglaną. Osobiście miałam ochotę na kwaśny dodatek do kanapek, więc wybrałam konserwową paprykę, chociaż jakbym miała pod ręką ogórki małosolne, to pewnie jeszcze dodatkowo wkroiłabym je do środka pasty. Ostatnio jestem zboczeńcem małosolnym – potrafię zjeść niecałe pół kilo na raz, zachowując się przy tym, jak nastolatka na czekoladowym głodzie :P Muszę je niedługo przemycić do jakiegoś dania :)
Continue reading