Festiwal wegański – Viva Las Vega’s


Jak część z Was może jeszcze pamięta, jakoś w połowie maja pojechałam do Amsterdamu odwiedzić znajomego. Okazało się, że akurat podczas mojego pobytu tam jest organizowany festiwal jedzenia, kuchni i wyrobów wegańskich! Byłam mega, mega szczęśliwa, że uda mi się wziąć w nim udział, bo kto wie, kiedy się doczekam podobnego eventu w Polsce. :)

Festiwal udał się naprawdę świetnie. Było ok 30 stoisk z rozmaitymi rzeczami- jedzenie, produkty, ubrania, kosmetyki, książki (niestety większość po holendersku, ale i tak jedną po angielsku udało mi się kupić ^.^). Jednak przeżyłam tam wielką próbę charakteru. Wszystkie rzeczy były takie fajne- jedzenie smakowite, a produkty spożywcze w Polsce byłyby bardzo trudne do zdobycia, więc na początku zupełnie się nie mogłam zdecydować, co kupić. Ceny produktów, oczywiście w Euro, przypominały mi, że mój portfel nie przypomina studni bez dna i po masie myślenia, analizowania i kalkulowania, zrobiłam zakupy- bardzo smakowite zakupy (w zdjęciach na dole pokażę Wam, co nabyłam) :).
I tu, przy okazji, otwieram kącik jęczenia, zrzędzenia i zazdrości :). Kurczę, jaka szkoda, że w Polsce jeszcze nie mamy tak rozwiniętego rynku z produktami wegańskimi, organicznymi. Wiem, że idzie ku lepszemu i coraz więcej produktów jest dostępna, ale i tak po powrocie do Wrocławia miałam chwilę przygnębienia, że tam można te wszystkie rzeczy zdobyć bez trudu- można nawet wybierać :). A ile mają książek o weganizmie! Dla dzieci, młodzieży, matek, starszych, studentów- nie wiadomo, co kupić :). I jedzenie. W sklepach bez problemu kupicie wege burgery, falafele, tofu na kilka sposobów, klopsiki, kiełbaski, tempeh i masę innych.
No, koniec zawodzenia- w Polsce właśnie trwa wielki wege-bum, cały czas są otwierane nowe restauracje i knajpy, w sklepach coraz częściej można dostać mleko roślinne i rzeczy na bazie roślinnej. No i mamy bardzo duże stadko świetnych blogerów, którzy stają na głowie, żeby pokazać, jak się obyć bez gotowych wegańskich produktów w codziennej kuchni :).



Tak mniej więcej wyglądał ten festiwal z boku- wydaję się być mały i pustawy, ale to tylko dlatego, że całość była rozciągnięta wokół kwadratowego placyku :).



Pełno było straganów z wegańskimi serami, twarożkami, jogurtami. Pierwszy raz jadłam wegański ser! Był świetny. Ze sobą do Polski przywiozłam Cheddar, którym później się zachwycałam w wersji roztopionej w tostach ! _

Robili nawet sok z takiej pięknej, zieloniutkiej trawy :)

Buty z porządnej, nieskórzanej skóry :)

No i oczywiście była masa stoisk z wegańskimi i raw słodyczami.

Słooodycze. I czekolada, która skradła moje serce- czekolada z mlekiem kokosowym- taka wegańska Milka :)

Jeszcze więcej słodyczy. Batony, żelki, czekolady, pralinki, nawet wegańskie marshmallow .

Najfajniejsze koszulki świata :). I Po środku na najwyższej widokówce macie odpowiednie motto na czas sesji i natłoku pracy :)

Białko dla sportowców, żeby mogli osiągnąć obwód bicepsa, jak u Patrika Baboumiana :)

Od lewej idąc: bite śmietanki: sojowe i ryżowe. Ja kupiłam ryżową :). Po środku macie organiczne szampony w kostce! A dalej czekoladki ( co prawda nie wegańskie, ale z fajnym napisem: „There is more than cheese in Holland”, z czym się w 100% zgadzam :) ).

I masła orzechowe. Były takie z samych orzechów: brazylijskich, nerkowców, laskowych, a były też z mieszankami owoców i bakalii- z daktylami, kokosem… Były przepyszne, ale już mi na nie nie wystarczyło pieniędzy :<

A oto książka jaką kupiłam za całe 3 euro! Jest prześwietna- to zbiór ciekawych opowiadań wegan ze wszystkich zakątków świata. Począwszy na 92-letniej wegance od urodzenia, skończywszy na opowieści o 2 letnim weganiątku :). Już wiem, że jedno z tych opowiadań na pewno Wam przetłumaczę i wstawię na bloga. Jest świetne, inspirujące i bardzo ciepłe :)

A to są przegenialne opakowania na organiczne wina. Nie mogłam się oprzeć pokusie, żeby je tu zamieścić :)


A to są boskie, wegańskie czekolady mleczne, jeszcze fajniej nazwanej firmy MooFree :) Ja kupiłam z karmelizowanymi migdałami, a mój przyjaciel z wegańską wersją miodu- był to chyba pyłek kwiatowy, albo coś w tym stylu- w każdym razie była bardzo smaczna :).

A tu macie kilka rzeczy, za które lubię Holandię :)

W normalnym sklepie macie zawsze pełne półki produktów odpowiednich dla wegetarian i wegan. Jak wcześniej pisałam- masa różnych rzeczy do wyboru. Jeśli komuś brakuje smaku, tekstury produktów mięsnych, to tam nie ma problemu z zamiennikami mięsa :). Można nawet znaleźć te słynne produkty wegańskiego „rzeźnika”, czyli „mielone mięso wieprzowe”, „piersi kurczaka”, czy cały płat surowego „tuńczyka”. I zdjęcie po środku- fajna grafika zachęcająca wyrzucanie zużytych baterii do specjalnych pojemników :).

A tutaj można podładować prądem swój ekologiczny samochód :)

I mega fajne graffiti. Ronaldowi McDonaldowi różki wychodzą.

I muszę jeszcze Wam pokazać genialną restaurację afrykańską „Abisynia”

Oto nasz obiad (porcja na 4-5 osób, żeby nie było :P). Jeszcze zanim Wam powiem, co to było, powiem Wam, co jeszcze mi się spodobało w Holandii. Otóż praktycznie w każdej restauracji w menu znajdziecie 1/2 dań mięsnych i 1/2 dań bezmięsnych, wśród których zawsze będzie kilka opcji wegańskich. Ach, żeby tak też było u nas :).
W każdym razie, w tej restauracji podają różne gulaszo-pasty w towarzystwie świetnych, kwaśnych naleśników drożdżowych. . Całość je się rękoma, odrywając od naleśników mniejsze płaty i nimi zagarniając nadzienia. Całość była przepyszna !

Tak mniej więcej wyglądało wnętrze. Aha ! I piłam piwo kokosowe, które się nalewało do łupin kokosów. Czaderskie. Na takie upały byłoby genialne :)

No i coś, co najchętniej spakowałabym ze sobą do magicznej skrzyneczki i przewiozła do Polski- sklepy z orientalnymi produktami.

Masa orzechów, nasion, jakich w życiu nie widziałam. W ogóle w tym dniu panował straszny tłok w sklepie, a ja miałam już na sobie plecak z którym wracałam do Wrocławia i do tego wszystkiego jeszcze robiłam zdjęcia towarom na półkach ku powszechnemu zdziwieniu :D

Galaretka z trawy Oo

Lody bez nabiału na mleku kokosowym :>

No i masa sosów, przypraw- chciałabym mieć jakiś rok, żeby być w stanie spróbować wszystkiego. No i główne źródło mojego bulwersu- ceny tofu i tempehu- były skandalicznie małe! Za 2 wielgachne kostki tofu (w Polsce to by było jakiś 6 kostek) chcieli 1,70 euro, a za wielgachny płat tempehu (ponad 400g) 1 euro. Co za niesprawiedliwość losu! (do Polski przywiozłam prawie 1kg tempehu ^^). No i na środkowym zdjęciu macie moją minę, która ma wyrażać moje niezadowolenie z faktu, że nie mogę tego wszystkiego mieć :D

Strasznie długi post mi wyszedł, ale nie miałam serca wywalać spośród nich ani jednego więcej :)

I na koniec.

Zauroczona Amsterdamem, Diana

19 myśli o “Festiwal wegański – Viva Las Vega’s

  1. Asia mówi:

    Hej, wlasnie znalazlam Twoja strone z przepisami weganskimi. Musze powiedziec ze jestem zauroczona. A propos mieszkam w Holandii, w Hadze i przegapilam festiwal niestety. Jestem juz od ponad 2 lat wegetarianka, czasami jak kompletnie nie ma wyboru jem ryby albo rodzina partnera mnie zmusza, wiem wiem nie za zdrowo. Ale ostatnio zaczytalam sie w ksiazce Crazy Sexy Diet i decyduje sie na przejscie na weganizm i jestem bardzo nakrecona na ta diete, zwlaszcza ze od miesiaca wiem ze nie toleruje laktozy i ja eliminuje soja, jednak za duzo soi to tez nie rozwiazanie. A propos wygladasz super! Tez chce zaczac blogowac o jedzeniu i wyprobowac nowe przepisy z ksiazek i z innych blogow. Ah, fascynujace. Pozdrawiam serdecznie!!!!

  2. Gosia - Wegeter/weganka mówi:

    Hejka!
    tez tam bylam na tym festiwalu weganskim! swietna sprawa, pod tym aspektem, gotowanie po wegeteriansku/wegansku jest swietne w holandii i zycie jest latwiejsze :)
    PS. Swietna strona i ciekawe inspiracje!

Dodaj komentarz