Wegetarianizm- dojrzewanie do decyzji (Vege po 40stce)

Niestety coś mi nie wyszło z tym częstszym pisaniem ;) W zasadzie zawodowo i służbowo jest u mnie teraz tak, że mogę pisać albo rzadko albo wcale, więc ostatecznie wybieram tą pierwszą opcję ;) Pocieszające jest to, że występuje jednak w tym moim pisaniu jakaś cykliczność, no i że moje z serca płynące przemyślenia może jednak się komuś kiedyś przydadzą, bez względu na to, czy pojawią się w cyklu tygodniowym czy miesięcznym (niestety ;)

Dzisiaj będzie trochę poważniej, bo i tematy poważniejsze. Ale obiecuję, że lekka forma powróci :)

DOJRZEWAMY DO DECYZJI

Czyli jak to się stało że przeszłam na wegetarianizm i dlaczego trwało to tyle czasu ;)

Decyzja o przejściu na wegetarianizm nie była w moim przypadku nagłym olśnieniem, czy spontaniczną reakcją. To raczej długotrwałe dojrzewanie, mozaika wielu życiowych zdarzeń, obrazów i informacji, a także emocje jakie zapadły mi w pamięci, a potem narastały we mnie przez wiele lat. To oczywiście również zasługa mojej córki weganki (której już ostatnio za dużo posłodziłam, więc tym razem odpuszczę ;), która prowadziła z nami interesujące i bardzo inspirujące dyskusje, skłaniające nas ostatecznie do refleksji i zmian na lepsze.

Gdyby ktoś zapytał mnie, który argument zadecydował ostatecznie i wpłynął na mnie tak, że po 40-stce zdecydowałam się dokonać w swoim życiu rewolucji żywieniowej ? to w moim przypadku było to zdrowie. Po pierwsze i najważniejsze. Być może dlatego, że coraz bardziej było z nim krucho ;) Od tego się wszystko zaczęlo, od mojego zainteresowania zdrowym odżywianiem, dopiero potem doszła wiedza bardziej szczegółowa, dotycząca przemysłowej hodowli zwierząt i naprawdę okrutnej (to mało powiedziane) eksploatacji bezbronnych, odczuwających takie emocje jak my ? zwierząt.

Zastanawiałam się naprawdę dość długo jak napisać to, co chcę wyrazić ? tyle już napisano na ten temat ksiażek, artykułów, są wspaniałe portale poświęcone tej tematyce. Z drugiej strony jak pisać o rzeczach koszmarnych (a takim koszmarem jest przecież przemysłowa hodowla zwierząt i ?produkcja? mięsa) w sposób wymowny, ale przystępny, dający do myślenia, ale nie epatujący okrucieństwem. Nie wiem czy zadanie którego sie podjęłam jest proste, ale spróbuję napisać to co mi na sercu leży i nie zamęczyć tematem. Ułatwi mi to odwołanie się do wielu innych, bardzo interesujących źródeł. Ci którzy są obeznani w temacie być może rzucą na to okiem z innej perspektywy, pozostałych może zainteresuję tematem, skłonię do refleksji.

Poniżej najważniejsze dla mnie kroki milowe ? to, co sprawiło, że postanowiłam zmienić rewolucyjnie swój sposób życia i żywienia, tak by żyć świadomie, z czystym sumieniem, zdrowo i szczęśliwie ;)

A było to tak.. W poszukiwaniu zdrowia i w obawie przed rakiem.

Czy zastanawia Was czasem dlaczego niemal wszyscy wokół chorują na raka? Bo mnie jakiś czas temu zastanowiło to głeboko. Może dlatego że jestem z grupy zwiększonego ryzyka, moja babcia i ciocia zmarły na raka piersi, kilka osób bliższych mi i dalszych również pokonał rak. Patrząc tylko z perspektywy mojej rodziny i najbliższego otoczenia ? problem staje się palący, można rzec cywilizacyjny. Coraz więcej i głośniej alarmuje się, że problem zachorowalności na raka nabiera wymiaru epidemii. Postanowiłam sprawie przyjrzeć się bliżej, zgodnie z zasadą, że przyjaciół trzeba mieć blisko a wrogów jeszcze bliżej ;) Dlatego też sięgnęłam po naprawdę ciekawą książkę ?Dieta Antyrak. Nowy Styl Życia? (dr David Servan-Schreiber). Autor książki, uznany lekarz i naukowiec w wieku ok. 30 lat zachorował na raka mózgu. Przeżył 2 operacje, nawrót choroby i 13-miesięczną chemioterapię. To zmieniło jego życie w sposób diametralny. Z wrodzoną naukowcom wnikliwością zajął się tematem, przeanalizował go pod kątem naukowym i odkrył, że nad rakiem można zapanować ? uwaga – za pomocą diety oraz stylu życia, stymulujących naturalne mechanizmy obronne organizmu (!) Nie zamierzam szerzej się rozpisywać na ten temat, choć na pewno warto ? napiszę tylko to, co na mnie zrobiło największe wrażenie. Autor książki podważył (naukowo oczywiście) genetyczne uwarunkowania tej choroby i udowodnił, że rak związany jest po pierwsze i najważniejsze ? ze sposobem odżywiania, po drugie – ze sposobem w jakim żyjemy (stres pośpiech itd) oraz po trzecie – z zanieczyszczeniem środowiska naturalnego i chemizacją naszego otoczenia.

Mówiąc bardzo skrótowo – szerzący się w epidemicznym tempie rak to choroba ludzi bogatych, rozprzestrzeniająca się w krajach wysoko rozwiniętych. Rak żywi się i stymuluje stanem zapalnym, który z kolei wywoływany jest przez trzy najważniejsze składniki: oczyszczony cukier, oczyszczoną mąkę i tłuszcze (nasycone kwasy tłuszczowe, kwasy omega 6 i kwasy tłuszczowe typu trans). A więc jeszcze raz ? trzy podstawowe składniki, na których oparta jest przecież współczesna dieta krajów wysokorozwinięych ? sprzyjają rozwojowi raka. Te wszystkie bułeczki, makarony, ciasta, tarty, słodycze, wszystko smażone w głębokim tłuszczu, zaczynając od frytek, mięsa, po ciasteczka (w Mc Donald`s), popijane słodkimi napojami itd.

W książce tej autor ostatecznie sugeruje, jak komponować optymalną dietę antyrakową, co ograniczyć a czego unikać. Odrzuca tradycyjną kuchnię europejską, zalecając kuchnię śródziemnomorską, indyjską i azjatycką. Na koniec jeszcze cytat z tej książki: ?Dieta antyrakowa skomponowana jest głównie z warzyw (także suszonych), do których dodaje się oliwę z oliwek (lub olej lniany, masło ekologiczne), czosnek, zioła i przyprawy. W przeciwieństwie do typowej diety europejskiej, mięso i owoce stanowią jedynie opcję i pełnią rolę dodatku smakowego?.

To odkrycie zadziwiło mnie i zastanowiło. Czy w takim razie możliwe jest uniknięcie raka za pomocą najprostszego z możliwych sposobów ? to znaczy za pomocą odpowiednio ułożonej diety?

Powyższe skłoniło mnie do dalszych poszukiwań. I w ten sposób dotarłam do kolejnej książki, która zasadniczo zmieniła w sposób przełomowy mój sposób myślenia o sposobie odżywiania. To książka, którą polecam równie gorąco. ?Nowoczesne zasady odżywiania? (T.Colin Campbell i Thomas M.Campbell II). Książka ma wymowny podtytuł ? ?Przełomowe badanie wpływu żywienia na zdrowie?. Oryginalny tytuł tej książki brzmi ?The China Study?, opisuje bowiem 20 lat badań przeprowadzonych z udziałem 6,5 tysiąca osób zamieszkałych w 65 chińskich i tajskich prowincjach. Autor porównał opartą główie na roślinach dietę badanych osób z bogatą w mięso i nabiał dietą Zachodu. Jest to najbardziej spektakularne i największe na świecie badanie, dotyczące wpływu odżywiania na zdrowie.

Teza postawiona w tej książce jest jak dla mnie rewolucyjna ? bezsprzecznie udowodniono, że produkty pochodzenia zwierzęcego (a więc nabiał, mięso) są odpowiedzialne za coraz częstsze występowanie chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby serca, cukrzyca, otyłość, nowotwory, choroba Alzheimera.

Autor książki udowodnił ponad wszelką wątpliwość bezpośredni i bardzo silny wpływ białka zwierzęcego na rozwój nowotworów. Do tego stopnia, że zmieniając ilość białka w diecie można raka ?włączać? lub ?wyłączać?, stosując naprzemian dietę wysoko lub niskobiałkową.

Na podstawie badań naukowych wyciągnięto wniosek, że osoby, które odżywiają się na bazie roślinnej i unikają produktów pochodzenia zwierzęcego takich m.in. jak wołowina, wieprzowina, drób, jaja, ser i mleko, dodatkowo zmniejszając spożycie żywności przetworzonej i rafinowanych węglowodanów ? są w stanie ograniczyć lub zahamować rozwój chorób przewlekłych.

Na marginesie dodam, że autor książki dr Campbell ? wychowany na amerykańskiej farmie hodowców krów, w oparciu o kult białka zwierzęcego i mleka krowiego ? żywi się obecnie razem z całą rodziną , łącznie z wnukami, zgodnie z zasadami diety opartej na warzywach.

Książka poparta jest niezliczonymi dowodami ? znajduje się w niej ponad 750 odwołań do publikacji naukowych. Trudno ją zignorować i nadal uważać, że mięso jest zdrowe.

Powyższe książki stanowiły dla mnie kroki milowe, zmieniające moją świadomość i moje myślenie o odżywianiu. Jest to niezwykłe dla mnie odkrycie. Skoro cytując za autorem książki ?tysiące ludzi umiera na raka, a mnóstwo umiera w męczarniach, wycieńczonych długotrwałą chemioterapią i wyniszczeniem organizmu. Skoro boimy się raka bardziej niż jakiejkolwiek innej choroby, a wizja powolnego i bardzo bolesnego zabijania przez nowotwór jest dla nas przerażająca?. Skoro mega gwiazda światowej kinematografii, symbol kobiecości i sexapilu, Angelina Jolie podjęła desperacką decyzję usunięcia obu piersi, by ograniczyć do minimum ryzyko zachorowania na raka. Więc skoro istnieją niezbite dowody naukowe na to, że wystarczy zmienić sposób odżywiania, by zapobiec rakowi i wielu groźnym chorobom cywilizacyjnym, a w sytuacji zachorowania na raka ? odpowiednią dietą można zahamować rozwój choroby i powstrzymać jej nawrót. Skoro tak, to dlaczego tego nie zrobić??? W tej sytuacji, mając dostęp do tych informacji i obecnej wiedzy, opartej na faktach naukowych – wydaje mi się rzeczą wręcz nieodpowiedzialną w stosunku do samego siebie i swoich najbliższych ? by tkwić nadal w dotychczasowym, starym i siejącym wszelakie choroby sposobie odżywiania.

Świadome dręczenie zwierząt jest grzechem

Rzeczą która stała się dla mnie ostatecznym impulsem do dokonania zmian w swoim życiu, był niezwykle interesujący i inspirujący wykład Gary`ego Yourofsky – jednego z najbardziej odważnych i radykalnych obrońców praw zwierząt. To on całkowicie otworzył mi oczy na problem okrutnej eksploatacji bezbronnych zwierząt hodowlanych, które są przecież podobnie jak nasze ukochane psy czy koty ? zdolne do odczuwania emocji.

Zdaniem Gary`ego Yourofsky nie ma czegoś takiego jak humanitarna rzeź niewinnych zwierząt, podobnie jak nie można mówić o humanitarnym gwałcie czy humanitarnym molestowaniu dzieci. Czas otworzyć oczy i odkryć co kryje się pod pojęciem cielęciny. Czy nie są to zabite małe bezbronne cielaczki? Podobnie jagnięcina, konina.

Rzeźnia ? czy to nie miejsce w którym masowo morduje się bezbronne zwierzęta? Miejsce nad którym unoszą się ?przeraźliwe ryki tysięcy niewinnych, bezbronnych istot?.

Następna rzecz – ubój rytualny ? w XXI wieku rzecz nie do pomyślenia. Zwierzęta są unieruchamiane, nacinane są obie tętnice i wykrwawiają się w strasznych torturach i męczarniach, w pełni świadome, bez ogłuszania. To długa i pełna cierpienia agonia. Barbarzyństwo. Widziałam niestety film z tego rodzaju aktu, są to rzeczy których się nie zapomina. Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe ale Polska jest liderem w ?produkcji? mięsa rytualnego. Paradoksalnie zwierzęta zabijane są w ten sposób z powodów ?religijnych?, gdzie podstawowym przecież, fundamentalnym przykazaniem każdej religii jest ?nie zabijaj?.

Czy wiemy jak powstaje mleko? Krowa musi być cały czas cielna, by powstawało mleko, po urodzeniu cielaki się zabija, krowy po kilku ciążach czeka podobny los. Matki pozbawione macierzyństwa, dzieci pozbawione przyszłości, zwierzęta maksymalnie eksploatowane i ostatecznie okrutnie zabijane. Tuczone ponad wszelką miarę, faszerowane sterydami, antybiotykami, hormonami. Przewożone często w strasznych warunkach do ubojni. Czy jechaliście kiedyś samochodem za tirem pełnym zwierząt, towarzysząc im chcąc niechcąc w ich ostatniej podróży? Ja kilkakrotnie, obserwując ze smutkiem tir naszpikowany wystającymi po bokach sztywnymi łapami, piórami; na samochód sfruwały nam fragmenty piór i pierza. Jechałam kiedyś również za stalowym kontenerem pełnym zwierząt w 40-stopniowym upale na rozgrzanej do czerwoności, nieocienionej szosie.

Życie jest pierwszym darem, miłość drugim, zrozumienie ? trzecim

Problem przemysłowej hodowli zwierząt na mięso, a następnie ich masowe zabijanie, często określane jest mianem ?wiecznej Treblinki?, czy ?Holocaustu?, właśnie z powodu nieustającego dręczenia i eksterminacji zwierząt, uprawianych na masową i coraz większą skalę.

Pozwolę sobie zacytować bardzo wymowny fragment książki ?Wieczna Treblinka? (Charles Patterson).

?Wychowywałem się i spędziłem większość mojego dorosłego życia w społeczeństwie, w którym zinstytucjonalizowana przemoc wobec zwierząt jest oczywiście na porządku dziennym. Przez długi czas nigdy nie przychodziło mi na myśl, aby kwestionować czy poddawać w wątpliwość praktyki i mentalność jaka za tym stoi. Działacz społeczny i obrońca zwierząt, Steven Simmons napisał: „Zwierzęta są niewinnymi ofiarami panującego na świecie poglądu, który zakłada, że życie niektórych stworzeń jest bardziej wartościowe od innych, że silni są upoważnieni do wykorzystywania słabszych i że słaby musi być poświęcony dla wyższego dobra”. Gdy zdałem sobie sprawę, że takie właśnie poglądy mieli sprawcy holocaustu, zacząłem się dopatrywać związków i analogii, które są tematem tej książki. ?

I dalej jeszcze kilka zdań: ?Hitler oświadczył: „Ten, kto nie posiada siły, traci prawo do życia”. Pogląd ten nie znalazł nigdzie tak podatnej gleby jak w nowoczesnej Ameryce, gdzie każdego dnia miliony jagniąt, cieląt, świń, kurczaków, krów, koni i innych zwierząt – większość z nich bardzo, bardzo młodych i wszystkie niewinne – są transportowane na rzeź, by trafić na talerze panów i władców wszystkich stworzeń. Dlaczego? Ponieważ one nie potrafią się bronić przed tymi, którzy je zabijają i zjadają, i ponieważ jest tak mało ludzi chcących stanąć w ich obronie. Wzmagane przez ignorancję, obojętność i bezmyślny zwyczaj, który sięga prymitywnych początków naszej cywilizacji, maltretowanie i eksploatowanie zwierząt przez nasze społeczeństwo wydaje się w beznadziejny sposób nie mieć końca. Dobrą wiadomością może być to, że wciąż rosnąca liczba ludzi mówi „nie” wobec rzezi i wszystkiego, co ma z nią związek. ?

Bezmiar tragedii i nieszczęść, morze niewinnej krwi. Nie sposób wszystkiego wymienić, nie sposób o wszystkim napisać. Jeśli zbierzecie się kiedykowiek na odwagę wpiszcie w Google zwrot ?ubój rytualny?, wybierzcie następnie opcję ?Images?. Obrazy są bardziej wymowne niż jakiekolwiek referaty i wykłady. Wpiszcie również ?ubój?, ?rzeźnia?. Czy macie odwagę? W imię czego zabijamy te zwierzęta? Czy na pewno dla zdrowia?

Niech pokarm będzie Twoim lekiem a lekarstwo Twoim pokarmem. Hipokrates.

W swych poszukiwaniach dobrego i zdrowego odżywiania ? przeszłam długą drogę. Zaczęłam od zupy mlecznej na śniadania i obowiązkowo kotleta na obiad ;) Potem szukałam dalej, otarłam się o dziczyznę, wyroby wędliniarskie produkowane ?domowym? sposobem (tak tłuste i uwędzone, że przez kolejne 2 dni stały na żołądku). Próbowałam kupować bardzo drogie wędliny, sama piec mięsa i kupować jajka od ?szczęśliwych? kurek. Kupowałam najdroższą białą kiełbasę na święta, która podczas gotowania powodowała, że woda w garnku stawała się intensywnie różowo-fioletowa. Jednocześnie miałam coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem, z układem trawiennym, leki niestety nie pomagały, albo pomagały chwilowo.

W końcu dotarłam do miejsca, w którym jestem obecnie i stwierdzam że jest mi z tym bardzo bardzo dobrze :) Stałam się wegetarianką z mocnym skrętem w kierunku weganizmu i bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna wszystkim okolicznościom życiowym i wszystkim osobom, które przyczyniły się do tego stanu rzeczy :)

Podsumowując wszystko co wcześniej napisałam. Co możemy zyskać a co stracić przechodząc na dietę wegetariańską? Zyskujemy niewątpliwie:

1. Zdrowie. Dieta roślinna zapewnia dłuższe i zdrowsze życie, optymalną wagę, świetną sylwetkę. Zapobiega przewlekłym chorobom tzw. cywilizacyjnym takim jak rak, choroby wieku podeszłego, miażdżyca, choroby wieńcowe, cukrzyca, choroby układu pokarmowego.

2. Czyste i spokojne sumienie, radość życia. Wegetarianie i weganie kochają świat, ludzi i zwierzęta. Nie przyczyniają się do okrucieństwa w stosunku do zwierząt.

3. Odciążamy środowisko naturalne od kompletnej degradacji i dewastacji, do czego przyczynia się niestety przemysłowa hodowla zwierząt.

Opierając się na obserwacjach siebie i najbliższych mi osób z mojej rodziny w okresie zaledwie roku od zmiany diety (w przypadku Diany czas ten jest dłuższy) – mogę stwierdzić, że zmiana diety na roślinną spowodowała u nas następujące zmiany:

1. Znikły wszystkie nasze problemy związane z układem pokarmowym. Pisałam szerzej o tym wcześniej ? ostra nietolerancja mleka i produktów mlecznych, zgaga, refluks, nieustające gazy (wzdęcia); ostre biegunki, zwłaszcza bezpośrednio po jedzeniu; silne bóle brzucha (również po jedzeniu); nadżerki żołądka i jelit; wszystkie objawy związane z zespołem jelita drażliwego. Organizm wyciszył się i uspokoił. A więc znikło wszystko to, co w sposób kompletnie destrukcyjny potrafi uprzykrzyć życie i uczynić je tak bardzo uciążliwym.

2. Zaburzenia odżywiania ? problem znikł, sprawy się uregulowały, być może Diana będzie chciała kiedyś o tym napisać.

3. Waga obniżyła i ustabilizowała się. Spadła nadwaga, sylwetka wyszczuplała, no i mały bonus dodatkowy ? bardzo zmniejszył się cellulit.To dla mnie osobiście duża i przyjemna niespodzianka, zawsze czytałam że cellulit powinno leczyć się zaczynając od talerza, w ten sposób dotykamy źródła problemu ? kremy łagodzą tylko objawy ;)

No i na koniec ? co możemy stracić? :) :) To w sumie zabawne ? też bardzo dużo :) Tracimy niespodzianki w postaci soli drogowej w chlebie i mięsie; tracimy barwniki, polepszacze, emulgatory, rozliczne komponenty chemiczne o tajemniczo brzmiących nazwach, hormony, sterydy, dodatkowo bardzo silne antybiotyki jakimi faszeruje się mięso. Co jeszcze możemy stracić? Pewnie dowiemy się tego przy okazji najbliższego skandalu medialnego, jaki wypłynie z któregoś zakładu produkcyjnego, przy pomocy dziennikarzy i ich ukrytych kamer. Ostatnie doniesienia ? to konina w mięsie, ?produkowanie? mięsa z padłych, chorych, naszpikowanych lekami i będących w stanie agonalnym zwierząt.

To już poza mną. Mnie to nie dotyczy. Mogę cieszyć się powrotem utraconego zdrowia, czystym sumieniem i dobrym samopoczuciem; no i mieć przekonanie że karmię swój organizm tylko tym co dla niego najlepsze.

Jakiś czas temu wracaliśmy z mężem do domu wieczorem, głodni i zmęczeni. I wtedy poczuliśmy ten zapach roznoszący się na klatce. Zapach z dzieciństwa ? domowego gulaszu, podawanego z ziemniakami, koperkiem i korniszonem ;) Spojrzeliśmy na siebie rozbawieni i jednocześnie zaczęliśmy się śmiać. Tak, to jest to co straciliśmy, ale czy można nazwać to stratą w obliczu tego wszystkiego co zyskaliśmy? :)

Jola

Vege po 40stce- Jedzenie jest lekiem

Czyli o moim rozwodzie z mięsem po 40-latach i nagrodzie jaka mnie za to spotkała ;)

Czas tak szybko płynie, nie zdążyłam się obejrzeć a minął szmat czasu od momentu jak napisałam wstęp z zapowiedzią wege tekstów dla osób „dojrzałych” ;) Trochę zmagałam się z czasem, jednak od teraz, obiecuję, pisać będę częściej ;) Nie dlatego broń Boże, że „nie chcem ale muszem”, tylko dlatego że uwielbiam pisać i bardzo „chcem”, tylko „muszem” się lepiej zorganizować :D
Continue reading

Vege po 40stce – zamiast wstępu :)

Czy możliwa jest zmiana nawyków żywieniowych po czterdziestce? Hmm…Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że przejdę na wegetarianizm po 40-stce to przyjęłabym tę informację ze sporym niedowierzaniem :) I to nie dlatego że to zła idea, tylko dlatego, że bałabym się tak drastycznej zmiany sposobu żywienia. Na pewno znalazłabym tysiąc pięćset wymówek stojących na straży starych nawyków – że nie mam czasu na historie, że nie mam głowy do wymyślania nowych potraw, że tak intensywnie pracuję, że na pewno wpadnę w anemię, że zbyt lubię mięsko z grilla i kurczaka z rożna, że nie najem się takim jedzeniem, że w sumie to co ja miałabym jeść na drugie śniadanie? Sam chleb czy chleb ze smakiem ;)
Continue reading