Najprostsze pesto pomidorowe

Najprostsze pesto pomidorowe

Zauważyłam pewną prawidłowość, że co roku, w okolicach przedwiośnia, moja aktywność blogowa, i szczerze mówiąc prywatno-kulinarna zamiera na jakiś czas. Może to być związane z faktem, że przedwiośnie to moja znienawidzona część roku, albo po prostu ze skumulowaną pracą, której mi nigdy nie brakuje w tym okresie. Na szczęście przyszła już wiosna, a powiedziałabym nawet, że z zimy, przeskoczyliśmy nagle do pełni lata. Z każdym rozwiniętym, żywo-zielonym liściem, i  kolorowym kwiatkiem na drzewach,  moja energia życiowa na nowo wypełnia mnie po uszy. Razem z tym wszystkim wraca też ochota na gotowanie. Dlatego przedstawiam Wam moje ostatnie uzależnienie: przepyszne, intensywne w smaku i śmiesznie proste do zrobienia pesto pomidorowe.

Czytaj dalej

Najprostszy sos a’la serowy

 

sos a'la serowy

Dietę roślinną uwielbiam pod każdym względem – za barwną i kolorową kuchnię, za jej prozdrowotne działanie, za różnorodność. Jednak są smaki, do których tęsknię, a które nie są tak proste do uzyskania samymi warzywami. Do nich należy kategoria „kremowo-serowo-ciągnąca”. Próbowałam kilku przepisów na sery wegańskie, ale zazwyczaj ilość egzotycznych składników (i ich cena) mnie stanowczo odstraszała. Na szczęście nastąpił przełom w tym temacie. Zrobiłam szałowy sos a’la serowy z ziemniaka.
Czytaj dalej

Aksamitny sos z fasoli i orzechów ze szpinakiem

sos z fasoli

Jeśli mnie od jakiegoś czasu śledzicie, pewnie bez trudu możecie zauważyć, jaki rodzaj kuchni mnie najbardziej pociąga. Jeśli wpadliście tutaj tylko na chwilkę, to już mówię. Najbardziej kocham prostą, minimalistyczną kuchnię. Często najbardziej smakują mi produkty w swojej oryginalnej postaci. Nie raz się mi przytrafiło zjeść pokrojone owoce do owsianki, zanim płatki zdążyły się ugotować, albo wyjadać świeżo ugotowaną fasolę, zanim nawet pomyślałam, co fajnie byłoby z niej zrobić.
Oczywiście raz na jakiś czas mam ochotę dłużej posiedzieć w kuchni, ale na co dzień wiodę takie samo życie, jak każda inna osoba. Często mi się spieszy, często nie mam ochoty gotować, a najczęściej muszę skonfrontować swoje plany kulinarne z rzeczywistością w lodówce. Właśnie dlatego uwielbiam odkrywać szybkie, zdrowe i pyszne „patenty”, które w razie potrzeby mogę wdrożyć w życie.
Właśnie takim rozwiązaniem jest dzisiejsze danie. Jest proste: całość przygotowuje się w jednym blenderze. Jest mega zdrowe: skład tego posiłku moim zdaniem jest idealną kombinacją roślinnego dania. Można je przygotować na milion sposobów. Ten mój sero-śmietano-podobny sos szpinakowy pasuje do wszystkiego. Jadłam go już jako sos do makaronu (pycha! chyba moja ulubiona pozycja), jako nadzienie do zapiekanych warzyw, jako dip do nachosów (OMG!<3), sos do kaszy, lub nawet np. zielonej soczewicy. Zjadłam go nawet na waflu ryżowym :P Co mogę jeszcze więcej powiedzieć?
Gorąco polecam!

Czytaj dalej

Wegańska piccata

Wegańska piccata

O istnieniu czegoś takiego, jak sos piccata dowiedziałam się zaledwie kilka dni temu. Na tyle mnie zafascynował, że przekopałam się przez masę przepisów w internecie i filmików na youtubie, aż w głowie poskładał mi się idealny, zweganizowany przepis. Piccata najczęściej podawana jest z kurczakiem, ale im lepiej dać spokój i za to użyć białej fasoli :)
Tak zupełnie na złość zimie i szarudze za oknem, jest to niesamowicie aromatyczny, orzeźwiający i kwaskowaty sos. Jest przygotowany na bazie kaparów, cytryny, bulionu i białego wina. Jest to idealna potrawa do przygotowania podczas miłego spotkania ze znajomymi, ponieważ jest bardzo szybka i prosta, a ponadto smaki, które się rozchodzą podczas gotowania są nieziemskie. Tak serio, to nie wiem, co mi się bardziej w tym sosie podoba – jego smak, czy cały proces przygotowania :P
Coś czuję, że ten przepis zagości na stałe w moim popisowym repertuarze :D Ciężko mi jest wyjaśnić, czemu tak bardzo pokochałam ten sos. Może przez ten kwaskowo-winny smak, może dlatego, że tak pięknie spływa po świeżym, dobrym makaronie, może to ten dodatek świeżej, chrupiącej natki pietruszki (której akurat przy przygotowaniu zdjęć mi zabrakło), a może to dodatek wina. Nie, no. To na pewno przez ten chlust, albo dwa białego wina :P
Czytaj dalej

Kotleciki gryczane w sosie zupełnie-nie-myśliwskim

Kotleciki gryczane w sosie zupełnie-nie-myśliwskim

Jedną z moich ulubionych potraw, jak byłam mała były pampuchy w sosie myśliwskim mojej babci. Pampuchy, czyli wielkie buły drożdżowe gotowane na parze były jedną z tych rzeczy, na które zawsze było się głodnym. A jeśli chodzi o sam sos myśliwski – oczywiście był on z mięsem, ale najbardziej pamiętam ten mega pomidorowy smak i wkrojone ogórki kiszone.
Możliwe, że jak poszłabym do babci po recepturę na ten sos, mocno odbiegałby od przepisu, który zamieszczam na dole. Minęło jednak sporo czasu od czasu, kiedy jadłam tą potrawę ostatni raz i pozostał mi w głowie jedynie zamglony, ale wyidealizowany smak, który starałam się po latach odtworzyć. Używając oczywiście roślinnych produktów.
Na przepis na pampuchy będzie jeszcze czas. Tym razem stwierdziłam, że do tego sosu idealnie będą pasować kotleciki z kaszy gryczanej. Musiałam mieć na prawdę dobry dzień w kuchni :) Sos wyszedł przepyszny- dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam. Do tego przez przypadek upiekłam najlepsze kotleciki z kaszy, jakie mi kiedykolwiek wyszły. Są idealnie zwarte, lekko wilgotne w środku i o delikatnym smaku. Może dzisiaj znowu je zrobię na obiad? :P
Czytaj dalej

Kasza z sosem z porów i pieczonym kalafiorem i cieciorką

Dzisiaj mam dla Was propozycję całego zestawu obiadowego. W ogóle mam ostatnio fazę na zapiekanie wszystkiego w piekarniku- potrawy zyskują świetny smak- a cieciorka zapiekana w przyprawach- yummy! No i pieczony kalafior- jest przeniesamowity Całość podałam z ulubioną kaszą pęczak. Miałam ochotę na chrupiącą kaszę :)
A ogółem dużo się u mnie nie zmieniło, ostatni czas bazuje na chodzeniu na uczelnię, nadrabianiu zaległości ze znajomymi, co raz częstszym rozmyślaniom, że powinnam już zacząć pisać pracę licencjacką no i powoli szykuję się do wylotu do Hong Kongu :). Już się strasznie nie mogę doczekać. Mam tylko nadzieję, że dostanę tam dużo książek o tradycyjnej (i jak najbardziej wegańskiej) kuchni chińskiej. No i żeby była napisana po angielsku. Ichniejsze krzaczki dużo mi nie mówią :).
Czytaj dalej